-
Czy kościoły przetrwają?Strażnica — 2004 | 1 marca
-
-
Czy kościoły przetrwają?
„MIESZKAŃCY Wielkiej Brytanii wciąż wierzą w Boga, nie chcą mieć jednak żadnych zobowiązań wobec Chrystusa” — mówi Stephen Tirwomwe, duchowny z Ugandy. Jakieś dwadzieścia lat temu przeżył brutalne prześladowania Kościoła anglikańskiego w swoim kraju. Teraz w Leeds wygłasza 10-minutowe kazania w klubach towarzyskich dla mężczyzn, zanim słuchaczy pochłonie gra w bingo.
Po drugiej stronie Atlantyku z podobnym kryzysem wartości duchowych walczy niedawno założona Misja Anglikańska w Ameryce. W swej witrynie internetowej oświadczyła: „USA to obecnie największe na świecie skupisko ludności anglojęzycznej, która nie należy do żadnego kościoła ani nie odczuwa potrzeb duchowych. (...) Stajemy się polem misyjnym”. Zniechęceni brakiem możliwości dokonania zmian w swoim kościele, członkowie tej nowej organizacji zerwali z tradycją i przyłączyli się do przywódców anglikańskich z Azji i Afryki, by podjąć „inicjatywę misyjną w Stanach Zjednoczonych”.
Dlaczego jednak misjonarze z Afryki, Azji i Ameryki Łacińskiej „ratują dusze” w krajach Europy i Ameryki Północnej, uznawanych za chrześcijańskie?
Kto kogo ratuje?
Od przeszło czterystu lat w ślad za podbojami kolonialnymi w Afryce, Azji, na wyspach Pacyfiku i w Ameryce Południowej nieustannie płynął strumień gorliwych misjonarzy z Europy. Zamierzali dotrzeć ze swoją religią do tak zwanych pogan. Z czasem kolonie w Ameryce, rzekomo ugruntowane na zasadach chrześcijańskich, zjednoczyły się i w końcu wyprzedziły Europejczyków w organizowaniu misji ewangelizacyjnych na całym świecie. Sytuacja najwyraźniej się odwróciła.
„Centrum [nominalnego chrześcijaństwa] znajduje się obecnie gdzie indziej” — mówi Andrew Walls, założyciel i dyrektor ośrodka prowadzącego badania nad chrześcijaństwem w kulturach odmiennych od zachodniej. W 1900 roku 80 procent tych, którzy uważali się za chrześcijan, mieszkało w Europie albo w Ameryce Północnej. Dzisiaj jednak 60 procent wszystkich deklarujących przynależność do chrześcijaństwa stanowią mieszkańcy Afryki, Azji i Ameryki Łacińskiej. Według jednego z niedawnych doniesień prasowych „podporą kościołów katolickich w Europie są księża z Indii i Filipin”, a „co szósty z usługujących w parafiach katolickich w Ameryce pochodzi obecnie z zagranicy”. Afrykańscy chrześcijanie ewangeliczni w Holandii, w większości przybyli z Ghany, uważają się za „kościół misyjny na świeckim kontynencie”. A w różnych częściach Wielkiej Brytanii krucjaty podejmują duchowni z Brazylii. Pewien publicysta zauważył: „Działalność misyjna chrześcijan odbywa się na biegu wstecznym”.
Burza wisi w powietrzu
Europa i Ameryka Północna, coraz bardziej zeświecczałe, najwyraźniej potrzebują misjonarzy. „W Szkocji do kościoła regularnie uczęszcza poniżej 10 procent chrześcijan” — informuje pewne czasopismo. We Francji i w Niemczech odsetek ten jest jeszcze mniejszy. Z przeprowadzonej ankiety wynika, że „do systematycznego chodzenia na nabożeństwa przyznaje się około 40 procent Amerykanów i 20 procent Kanadyjczyków” — podano w kolejnym doniesieniu prasowym. Natomiast na Filipinach robi to prawie 70 procent ludności, podobnie jak w innych krajach rozwijających się.
Jest rzeczą znamienną, iż uczestnicy nabożeństw na półkuli południowej są znacznie silniej przywiązani do tradycji niż ich współwyznawcy z półkuli północnej. Na przykład sondaże pokazują, że katolicy z USA i Europy darzą duchownych coraz mniejszym zaufaniem, a także domagają się większego udziału laików w życiu Kościoła i równouprawnienia kobiet. Tymczasem ich współwyznawcy na półkuli południowej w przeważającej większości popierają w tych kwestiach tradycyjne stanowisko Kościoła. Rosnący kontrast między poparciem dla Kościoła na północy i południu może w przyszłości doprowadzić do konfrontacji. Philip Jenkins, historyk i religioznawca, zapowiada: „Bardzo możliwe, że za dziesięć czy dwadzieścia lat żaden ze składników ogólnoświatowego chrześcijaństwa nie będzie uznawał swojego odpowiednika na przeciwnej półkuli za naprawdę chrześcijański”.
Biorąc pod uwagę takie tendencje, Andrew Walls twierdzi, że wyłania się paląca kwestia: „Jak chrześcijanie mieszkający w Afryce, Azji, Ameryce Łacińskiej, Ameryce Północnej i Europie mogą współistnieć w łonie kościoła i szczerze wyznawać tę samą religię”. Co o tym sądzisz? Czy kościoły zdołają przetrwać w podzielonym świecie? Co jest źródłem prawdziwej jedności chrześcijańskiej? W następnym artykule znajdziemy biblijne odpowiedzi na te pytania, a także wyraźne dowody, że zjednoczona społeczność chrześcijańska już teraz prężnie się rozwija na całym świecie.
[Ilustracja na stronie 4]
Kawiarnia muzyczna w byłym kościele
[Prawa własności]
AP Photo/Nancy Palmieri
-
-
Rozkwit prawdziwego chrystianizmuStrażnica — 2004 | 1 marca
-
-
Rozkwit prawdziwego chrystianizmu
JEZUS CHRYSTUS rozpoczął w I wieku dynamiczną działalność, która zmieniła oblicze świata. Głoszone przez niego orędzie było tak orzeźwiające, pouczające i pobudzające do czynu, że wprawiało ludzi w zdumienie. Większość słuchaczy była głęboko poruszona jego słowami (Mateusza 7:28, 29).
Jezus odważnie odmawiał popierania ówczesnych ciemięskich systemów religijnych i politycznych, był zaś przystępny dla zwykłych ludzi (Mateusza 11:25-30). Demaskował przemożny wpływ złych duchów na to, co dzieje się na ziemi, i pokazywał, że otrzymał od Boga władzę nad nimi (Mateusza 4:2-11, 24; Jana 14:30). Umiejętnie objaśniał zasadniczy związek między grzechem a cierpieniem i życzliwie kierował uwagę na Królestwo Boże jako trwałe rozwiązanie problemów trapiących ludzkość (Marka 2:1-12; Łukasza 11:2, 17-23). Raz na zawsze usunął zasłonę ciemności, która tak długo okrywała prawdziwą osobowość jego Ojca, i ujawnił imię Boże wszystkim pragnącym nawiązać z Bogiem osobistą więź (Jana 17:6, 26).
Nic więc dziwnego, że uczniowie Jezusa — pomimo zaciekłych prześladowań religijnych i politycznych — bardzo szybko rozprzestrzeniali jego doniosłe orędzie. W ciągu zaledwie 30 lat założono prężnie działające zbory chrześcijańskie w Afryce, Azji i Europie (Kolosan 1:23). Proste prawdy, których nauczał Chrystus, docierały do serc pokornych i szczerych osób na terenie całego imperium rzymskiego (Efezjan 1:17, 18).
Ale jak ci wszyscy nowi uczniowie, pochodzący z tak odmiennych kultur, grup językowych i religijnych oraz tak różniący się pod względem sytuacji materialnej, mieli w myśl słów apostoła Pawła naprawdę zjednoczyć się w „jednej wierze”? (Efezjan 4:5). Co pozwalałoby im ‛mówić zgodnie’ i unikać rozluźnienia wzajemnych więzi? (1 Koryntian 1:10). Ponieważ wśród dzisiejszych nominalnych chrześcijan rzuca się w oczy brak jedności, warto rozważyć, czego nauczał sam Jezus.
Fundament chrześcijańskiej jedności
Stojąc przed Poncjuszem Piłatem, Jezus wskazał, na czym będzie się opierać chrześcijańska jedność. Powiedział: „Ja się po to narodziłem i po to na świat przyszedłem, żeby dać świadectwo prawdzie. Każdy, kto jest po stronie prawdy, słucha mego głosu” (Jana 18:37). Dlatego przyjęcie nauk Jezusa, a także pozostałej części natchnionego Słowa Bożego, Biblii, wywiera niezwykle jednoczący wpływ na jego prawdziwych naśladowców (1 Koryntian 4:6; 2 Tymoteusza 3:16, 17).
Oczywiście wśród uczniów Chrystusa mogło czasem dochodzić do różnicy zdań, mogły się też im nasuwać szczere pytania. Co wtedy? Jezus wyjaśnił: „Kiedy jednak ten przybędzie — duch prawdy — wprowadzi was w całą prawdę, bo nie będzie mówił sam z siebie, lecz będzie mówił to, co słyszy, i oznajmi wam to, co nadchodzi” (Jana 16:12, 13). A zatem święty duch Boży miał pomóc prawdziwym uczniom Jezusa zrozumieć prawdę, stopniowo objawianą przez Boga. Pod jego wpływem mieli również wydawać takie owoce, jak miłość, radość i pokój, które z kolei miały sprzyjać zachowaniu wśród nich jedności (Dzieje 15:28; Galatów 5:22, 23).
Jezus nie zezwolił swym naśladowcom na toczenie sporów lub tworzenie stronnictw; nie upoważnił ich też do zmieniania natchnionych prawd biblijnych w celu dostosowania ich do kulturowych lub religijnych tradycji osób, które mieli napotkać. W czasie ostatniej nocy spędzonej z uczniami żarliwie się modlił: „Proszę nie tylko za nimi, lecz także za tymi, którzy dzięki ich słowu uwierzą we mnie; żeby oni wszyscy byli jedno, tak jak ty, Ojcze, jesteś w jedności ze mną, a ja jestem w jedności z tobą, żeby i oni byli w jedności z nami, by świat uwierzył, żeś ty mnie posłał” (Jana 17:20, 21). A zatem znakiem rozpoznawczym uczniów Chrystusa od samego początku miała być rzeczywista jedność w duchu i w prawdzie (Jana 4:23, 24). Ale dzisiejsze kościoły wcale nie są zjednoczone. Dlaczego?
Dlaczego kościoły są podzielone?
Szczerze mówiąc, dzisiejsze ogromne zróżnicowanie wierzeń i praktyk wśród nominalnych chrześcijan wynika z tego, że nie stosują się oni do nauk Jezusa. Redaktor pewnego czasopisma zauważył: „Podobnie jak to się działo w przeszłości, współcześni nowi chrześcijanie są skłonni przyjmować z Biblii to, co zaspokaja ich potrzeby, a lekceważyć wszystko, co się nie zgadza z ich rodzimą tradycją religijną”. Właśnie taką sytuację przepowiedzieli Jezus i jego apostołowie.
Na przykład apostoł Paweł napisał pod natchnieniem do innego chrześcijańskiego nadzorcy, Tymoteusza: „Nastanie bowiem czas, gdy nie zniosą zdrowej nauki, lecz zgodnie z własnymi pragnieniami nagromadzą sobie nauczycieli, by im łechtali uszy; i odwrócą uszy od prawdy, a zwrócą się ku fałszywym opowieściom”. Czy wszyscy chrześcijanie mieli dać się zwieść? Nie. Paweł dodał: „Ty jednak zachowuj we wszystkim trzeźwość umysłu, cierp zło, wykonuj dzieło ewangelizatora, dokładnie pełnij swe usługiwanie” (2 Tymoteusza 4:3-5; Łukasza 21:8; Dzieje 20:29, 30; 2 Piotra 2:1-3). Tymoteusz i inni wierni chrześcijanie sumiennie kierowali się tą natchnioną radą.
Prawdziwi chrześcijanie pozostają zjednoczeni
Podobnie jak Tymoteusz, dzisiejsi prawdziwi chrześcijanie zachowują trzeźwą rozwagę, odrzucając ludzkie rozumowanie, a swoje wierzenia opierają wyłącznie na Piśmie Świętym (Kolosan 2:8; 1 Jana 4:1). Wzorem swych współwyznawców z I wieku Świadkowie Jehowy prowadzą działalność w przeszło 230 krajach, zanosząc wszystkim orędzie głoszone niegdyś przez samego Jezusa — dobrą nowinę o Królestwie. Rozważmy cztery istotne czynniki, dzięki którym w jedności naśladują Jezusa i wyznają prawdziwy chrystianizm niezależnie od miejsca zamieszkania.
Swoje wierzenia opierają na Słowie Bożym (Jana 17:17). Pewien proboszcz z Belgii napisał o Świadkach Jehowy: „Jednego z całą pewnością możemy się od nich nauczyć — gotowości do słuchania Słowa Bożego i odważnego głoszenia o nim”.
Są przekonani, że problemy światowe rozwiąże Królestwo Boże (Łukasza 8:1). Głosząc w kolumbijskim mieście Barranquilla, jeden ze Świadków nawiązał rozmowę z Antoniem, żarliwym zwolennikiem pewnego ruchu politycznego. Nie poparł poglądów Antonia ani żadnej innej tego typu ideologii. Zarówno jemu, jak i jego siostrom zaproponował za to bezpłatne studium Biblii. Wkrótce Antonio uświadomił sobie, iż jedyną realną nadzieją dla ubogich w Kolumbii oraz na całym świecie jest Królestwo Boże.
Darzą szacunkiem imię Boże (Mateusza 6:9). Gdy Świadkowie Jehowy po raz pierwszy spotkali się z Marią, szczerą katoliczką z Australii, pokazali jej w Piśmie Świętym imię Boże. Jak na to zareagowała? „Kiedy pierwszy raz zobaczyłam w Biblii imię Boże, popłakałam się. Wzruszyło mnie to, że mogę poznać osobiste imię Boga i się nim posługiwać”. Maria dalej studiowała Biblię i po raz pierwszy w życiu poznała Jehowę jako osobę, a to pomogło jej nawiązać z Nim trwałą więź.
Jednoczy ich miłość (Jana 13:34, 35). W artykule redakcyjnym zamieszczonym w pewnej kanadyjskiej gazecie napisano: „Bez względu na to, czy wyznajesz jakąś religię, czy nie, powinieneś pochylić czoło przed Świadkami Jehowy, którzy pracując na okrągło przez ostatnie półtora tygodnia, postawili w Cassidy swoją Salę Zgromadzeń o powierzchni 2300 metrów kwadratowych. (...) Umiejętność dokonania czegoś takiego w radosnym nastroju, bez nieporozumień i kłótni albo wynoszenia się nad drugich stanowi cechę charakterystyczną wyznawców prawdziwego chrystianizmu” (The Ladysmith-Chemainus Chronicle).
Podsumujmy więc nasze rozważania. Chociaż teolodzy, misjonarze i zwykli parafianie należący do nominalnego chrześcijaństwa borykają się z narastającym brakiem jedności w kościołach, prawdziwy chrystianizm na całym świecie prężnie się rozwija. Prawdziwi naśladowcy Chrystusa rzeczywiście wywiązują się z zadania głoszenia i nauczania Słowa Bożego (Mateusza 24:14; 28:19, 20). Jeśli należysz do tych, którzy „wzdychają i jęczą” nad popełnianymi dzisiaj „obrzydliwościami” i którzy trapią się brakiem jedności wśród religii chrześcijaństwa, serdecznie zapraszamy, byś się przyłączył do Świadków Jehowy w zjednoczonym oddawaniu czci jedynemu prawdziwemu Bogu, Jehowie (Ezechiela 9:4; Izajasza 2:2-4).
-