-
Spis treściPrzebudźcie się! — 1998 | 22 grudnia
-
-
Spis treści
22 grudnia 1998
Chemia a twoje zdrowie
Na rynku jest około 100 000 substancji chemicznych. Jaki mają wpływ na nasze zdrowie? Jak bezpieczne są nasze domy? I co przyniesie przyszłość?
3 Syntetyczne substancje chemiczne zalewają świat
7 Jak toksyczny jest twój dom?
20 Drogi — arterie cywilizacji
23 Całun turyński — płótno grobowe Jezusa?
31 Skorowidz tematów omówionych w Przebudźcie się! w roku 1998
32 „Czy wszyscy ludzie będą kiedyś wzajemnie się miłować?”
Byłem bohaterem wojennym, jestem żołnierzem Chrystusa 12
Żołnierz francuski, obecny przy podpisywaniu kapitulacji przez Niemcy 8 maja 1945 roku, został prawdziwym żołnierzem Chrystusa.
Zespół przeciążeniowy narządu ruchu — co powinieneś wiedzieć 16
Czy jest to choroba nowa? Kto szczególnie jest na nią narażony? Co ją wywołuje? Jak można jej zapobiegać?
[Prawa własności do ilustracji, strona 2]
STRONA TYTUŁOWA: Andy Cox/Tony Stone Worldwide
The Complete Encyclopedia of Illustration/J. G. Heck
-
-
Syntetyczne substancje chemiczne zalewają światPrzebudźcie się! — 1998 | 22 grudnia
-
-
Syntetyczne substancje chemiczne zalewają świat
BIEŻĄCE stulecie zasługuje na miano wieku chemii. Substancje stworzone przez człowieka zmieniły nasze życie. Pełno ich w naszych mieszkaniach, biurach i fabrykach — z długiej listy wymieńmy choćby aerozole, barwniki, czynniki chłodnicze, farby drukarskie i inne, a także farmaceutyki, kosmetyki, masy plastyczne, pestycydy, syntetyczne środki słodzące czy wreszcie włókna sztuczne.
Jak podaje Światowa Organizacja Zdrowia (WHO), w celu zaspokojenia popytu na te wyroby w ciągu roku na całym świecie produkuje się związki chemiczne wartości około półtora biliarda dolarów. Według WHO na rynku dostępnych jest jakieś 100 000 substancji chemicznych, a ich liczba wzrasta co rok o 1000 — 2000.
Ale taki zalew związków chemicznych rodzi pytania co do tego, jak oddziałują one na środowisko naturalne i na nasze zdrowie. Najwyraźniej wypływamy na nieznane wody. Zdaniem pewnej lekarki „wszyscy należymy do eksperymentalnego pokolenia, a ostateczne rezultaty pozostaną niewiadomą jeszcze przez dziesiątki lat”.
Więcej chemii, więcej zagrożeń?
Według WHO najbardziej narażeni na działanie szkodliwych substancji chemicznych są „ubodzy, niepiśmienni ludzie, całkiem lub prawie całkiem pozbawieni dostępu do wykształcenia bądź też do podstawowych informacji na temat zagrożeń powodowanych przez substancje, z którymi bezpośrednio albo pośrednio stykają się na co dzień”. Dotyczy to zwłaszcza pestycydów. Jednakże my wszyscy też jesteśmy wystawieni na wpływ różnych związków chemicznych.
Jak poinformowano w książce A Green History of the World (Zielona historia świata), około 20 procent ujęć wody na terenie Kalifornii wykazuje wyższy od dopuszczalnego poziom zanieczyszczenia, między innymi pestycydami. „Na Florydzie z powodu skażenia zamknięto 1000 studni; na Węgrzech woda w 773 miasteczkach i wsiach nie nadaje się do picia; w Wielkiej Brytanii skażenie dziesięciu procent warstw wodonośnych przekracza normy przyjęte przez Światową Organizację Zdrowia, a w niektórych rejonach Wielkiej Brytanii i USA nie wolno podawać niemowlętom wody z kranu ze względu na zbyt dużą zawartość azotanów”.
Inną pożyteczną, lecz toksyczną substancją jest rtęć. Przedostaje się ona do środowiska z najrozmaitszych źródeł — od kominów fabrycznych po miliardy świetlówek. W wielu produktach, na przykład paliwach czy farbach, można też znaleźć ołów. Ale i on, podobnie jak rtęć, może spowodować zatrucie, zwłaszcza u najmłodszych. W pewnym doniesieniu z Kairu podano, że u przeciętnego dziecka narażonego na działanie związków ołowiu „iloraz inteligencji może się obniżyć nawet o cztery punkty”.
Jak informuje oenzetowski Program Ochrony Środowiska (UNEP), każdego roku do Morza Śródziemnego trafia wskutek działalności człowieka około 100 ton rtęci, 3800 ton ołowiu, 3600 ton fosforanów i 60 000 ton detergentów. Nic więc dziwnego, iż morze to jest poważnie zagrożone. Niestety, nie tylko ono. Dlatego ONZ ogłosiła rok 1998 Międzynarodowym Rokiem Oceanu. Stan wszystkich oceanów świata budzi niepokój, zwłaszcza z powodu zanieczyszczeń.
Chociaż więc chemii zawdzięczamy mnóstwo pożytecznych produktów, to wykorzystywanie wielu z nich, a także ich usuwanie, często odbywa się ze znaczną szkodą dla środowiska naturalnego. Czy zatem, mówiąc słowami pewnego publicysty, nie staliśmy się „zakładnikami postępu”?
[Ramka na stronie 4]
Substancje i reakcje chemiczne
Substancje chemiczne, budulec otaczającego nas świata, dzielą się na substancje proste, czyli pierwiastki — jest ich ponad sto, a należą do nich między innymi żelazo, ołów, rtęć, węgiel, tlen i azot — oraz na substancje złożone, czyli chemiczne połączenia różnych pierwiastków, takie jak woda, kwasy, sole czy alkohol. Wiele spośród tych związków chemicznych występuje w przyrodzie.
Reakcja chemiczna to „przemiana jednych substancji (substratów) w inne (produkty)” (Słownik języka polskiego pod redakcją M. Szymczaka). Przykładem mogą być procesy zachodzące podczas spalania: substancje palne, takie jak papier, benzyna czy wodór, ulegają całkowitej przemianie w inne substancje. Wiele reakcji chemicznych — zarówno wokół nas, jak i w naszych organizmach — przebiega w sposób ciągły.
[Ilustracja na stronie 3]
Najwięcej szkód chemia wyrządza ubogim
-
-
Chemia — przyjaciel i wróg?Przebudźcie się! — 1998 | 22 grudnia
-
-
Chemia — przyjaciel i wróg?
WIELE decyzji podejmujemy dopiero po rozważeniu różnych za i przeciw. Na przykład niejeden człowiek kupuje samochód, żeby ułatwić sobie życie. Zarazem jednak musi wziąć pod uwagę koszty użytkowania związane z ubezpieczeniem, rejestracją i stopniową utratą wartości pojazdu, jak również z utrzymaniem jego sprawności technicznej. Musi też liczyć się z groźbą kalectwa lub śmierci wskutek wypadku drogowego. Bardzo podobnie jest z syntetycznymi substancjami chemicznymi — przy ocenie ich zalet należy też pamiętać o wadach. Rozpatrzmy przykład związku o nazwie MTBE (eter metylowo-tert-butylowy), który dodaje się do paliwa, by polepszyć spalanie i zmniejszyć emisję spalin.
Między innymi właśnie dzięki MTBE powietrze w wielu miastach USA jest czystsze niż przed laty. Ale jak donosi czasopismo New Scientist, za takie powietrze „trzeba było zapłacić pewną cenę”. Otóż MTBE, mający potencjalne właściwości rakotwórcze, wyciekał z dziesiątków tysięcy podziemnych zbiorników na benzynę, niejednokrotnie powodując zanieczyszczenie wód gruntowych. W następstwie tego pewne miasteczko musi teraz sprowadzać z innych okolic 82 procent potrzebnej wody, a przeznacza na ten cel 3,5 miliona dolarów rocznie! Według wspomnianego czasopisma tragedia ta „może zostać zaliczona do najgroźniejszych od lat wypadków skażenia wód gruntowych w USA”.
Z powodu szkodliwego wpływu na środowisko i zdrowie niektóre substancje całkowicie wycofano z rynku i zakazano ich stosowania. „Ale dlaczego tak się dzieje?” — zapytasz. „Czyż wszystkich nowych produktów przed dopuszczeniem do użytku nie bada się skrupulatnie pod kątem toksyczności?”
Kłopoty z testami toksyczności
Prawdę mówiąc, badanie toksyczności związków chemicznych opiera się po części na metodach naukowych, a po części — na domysłach. „Specjaliści od oceny szkodliwości nie potrafią wskazać wyraźnej granicy między ‚bezpiecznym’ a ‚niebezpiecznym’ kontaktem z jakąkolwiek substancją chemiczną” — oświadcza Joseph V. Rodricks, autor książki Calculated Risks (Ocena zagrożeń). Dotyczy to również lekarstw, z których wiele otrzymuje się syntetycznie. Jak wyjaśnia The World Book Encyclopedia, „nawet najdokładniejsze testy nie zawsze ujawnią, czy dany lek nagle nie okaże się szkodliwy”.
Laboratoria mają swoje naturalne ograniczenia. Nie mogą na przykład w pełni odtworzyć, jak się zachowa określona substancja w zróżnicowanym i skomplikowanym środowisku zewnętrznym. W świecie poza murami laboratorium są setki, a nawet tysiące, rozmaitych syntetycznych związków chemicznych, przy czym wiele może oddziaływać na siebie nawzajem oraz na żywe organizmy. Niektóre z tych związków same są nieszkodliwe, ale gdy się połączą z innymi w naszym ciele lub poza nim, mogą utworzyć nowe, trujące produkty. Pewne substancje stają się toksyczne, a nawet rakotwórcze, dopiero w wyniku przemian metabolicznych zachodzących w organizmie.
Jak w obliczu takich utrudnień specjaliści starają się określić stopień szkodliwości badanego związku chemicznego? Najczęściej stosowana metoda polega na podaniu odpowiedniej dawki tej substancji zwierzętom doświadczalnym i próbie odniesienia uzyskanych rezultatów do ludzi. Czy ta metoda zawsze jest wiarogodna?
Czy wyniki doświadczeń na zwierzętach są wiarogodne?
Poza wątpliwościami natury etycznej, związanymi z okrucieństwem wobec zwierząt, testowanie na nich szkodliwych substancji budzi jeszcze inne zastrzeżenia. Na przykład różne zwierzęta często reagują na daną substancję zupełnie inaczej. Do zabicia świnki morskiej wystarczy niewielka dawka silnie trującej dioksyny, ale do uśmiercenia chomika potrzebna jest dawka 5000 razy większa! Nawet blisko spokrewnione gatunki, takie jak szczury i myszy, odmienne reagują na wiele związków chemicznych.
Skoro więc reakcja jednych zwierząt nie pozwala bezbłędnie przewidzieć reakcji drugich, to jaką pewność mają badacze, że dana substancja okaże się nieszkodliwa dla ludzi? Wcale nie mogą być tego pewni.
Chemicy mają naprawdę niełatwe zadanie. Muszą zadowalać ludzi czekających na opracowywane przez nich produkty, rozpraszać obawy obrońców zwierząt, a także przez wzgląd na własne sumienie dbać o to, by ich wytwory były bezpieczne. Z powyższych powodów niektóre laboratoria próbują testować związki chemiczne na hodowlach komórek ludzkich. Czas pokaże, czy zwiększy to gwarancje bezpieczeństwa.
Gdy testy laboratoryjne zawodzą
Przykładem substancji początkowo mylnie uznanej za bezpieczną może być pestycyd o nazwie DDT, wciąż wszechobecny w środowisku naturalnym. Z czasem naukowcy stwierdzili, że DDT, podobnie jak inne potencjalne trucizny, długo pozostaje w żywych organizmach. Jak tragiczne są tego następstwa? Otóż łańcuch pokarmowy, którego pierwsze ogniwo stanowią miliony maleńkich organizmów, a dalsze — ryby, niedźwiedzie, wydry i inne zwierzęta, powoduje wzrost stężenia trucizn w organizmach ostatecznych konsumentów. Wskutek tego na przykład perkozy żyjące w pewnej okolicy w ciągu przeszło dziesięciu lat nie doczekały się ani jednego pisklęcia!
To biologiczne kumulowanie przebiega tak sprawnie, że niektóre związki chemiczne, ledwie wykrywalne w wodzie, osiągają u ostatecznych konsumentów zaskakująco wysoką koncentrację. Dobrym przykładem są tu białuchy, czyli wale białe, żyjące w wodach północnoamerykańskiej Rzeki Świętego Wawrzyńca. Stężenie substancji toksycznych jest u tych zwierząt tak duże, że ich martwe ciała trzeba traktować jak niebezpieczne odpady!
Okazało się, iż pewne związki chemiczne obecne w organizmach wielu zwierząt udają hormony. Dopiero niedawno uczeni zaczęli dostrzegać ten podstępny, szkodliwy wpływ.
Substancje, które udają hormony
Hormony odgrywają w organizmie ważną rolę chemicznych przekaźników informacji. Wędrują wraz z krwią do różnych części ciała i pobudzają lub hamują określone procesy, związane na przykład ze wzrostem lub funkcjami rozrodczymi. Co ciekawe, według Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) „szybko przybywa naukowych dowodów” na to, iż pewne syntetyczne związki chemiczne po wprowadzeniu do organizmu zakłócają działanie hormonów, bo w szkodliwy sposób je symulują albo blokują.
Do związków tych należą: dwufenyle polichlorowane (PCB),a dioksyny, furany i niektóre pestycydy, w tym także pozostałości DDT. Substancje te mogą zakłócić funkcjonowanie układu wewnątrzwydzielniczego, wytwarzającego hormony.
Wśród hormonów symulowanych przez te związki chemiczne są żeńskie hormony płciowe, estrogeny. Jak wynika z opracowania opublikowanego na łamach czasopisma medycznego Pediatrics, wcześniejsze dojrzewanie dużej liczby dziewcząt można przypisać środkom do pielęgnacji włosów zawierającym estrogeny, a także związkom estrogenopodobnym występującym w środowisku naturalnym.
Niekorzystne zmiany mogą się też pojawić u samców zwierząt, które w decydującej fazie rozwoju są narażone na działanie pewnych substancji chemicznych. „Doświadczenia wykazały” — informuje czasopismo Discover — „że związki z grupy PCB, podane samcom żółwi i aligatorów w określonym momencie ich rozwoju, mogą je przekształcić w samice lub obojniaki”.
Co więcej, toksyczne związki chemiczne osłabiają układ odpornościowy, wskutek czego zwierzęta są bardziej podatne na infekcje wirusowe. Istotnie, infekcje te wydają się rozprzestrzeniać szybciej i szerzej niż kiedykolwiek przedtem, zwłaszcza wśród zwierząt, które w łańcuchu pokarmowym stoją najwyżej, takich jak delfiny czy ptactwo morskie.
W wypadku ludzi chemiczne pseudohormony wyrządzają największe szkody młodym organizmom. Jak donosi czasopismo Discover, przed laty u japońskich dzieci, których matki spożywały olej ryżowy skażony PCB, stwierdzono „upośledzenie fizyczne i umysłowe, zaburzenia zachowania — w tym obniżoną lub nadmierną ruchliwość — nienaturalnie małe penisy, a także iloraz inteligencji niższy o pięć punktów od przeciętnego”. W Holandii i Ameryce Północnej u dzieci narażonych na działanie wysokich dawek związków z grupy PCB odkryto podobnie szkodliwy wpływ na rozwój fizyczny i umysłowy.
Według WHO działaniu tych substancji można też przypisać wzrost liczby hormonalnie uwarunkowanych zachorowań na raka, notowany wśród mężczyzn i kobiet — na przykład nowotworów piersi, jąder czy prostaty. W niektórych krajach coraz powszechniejsze stosowanie wspomnianych związków chemicznych wydaje się także wpływać na systematyczny spadek liczby plemników w nasieniu mężczyzn, jak również na pogarszanie się jego jakości. Są państwa, gdzie w ciągu ostatnich 50 lat wskaźnik liczby plemników obniżył się prawie o połowę!
W poprzednim artykule przytoczono wypowiedź lekarki, według której należymy do „eksperymentalnego pokolenia”. I chyba rzeczywiście tak jest. Wprawdzie chemii zawdzięczamy sporo pożytecznych wyrobów, lecz nie można tego powiedzieć o wszystkich. Mądrze jest więc unikać niepotrzebnego kontaktu z substancjami, które mogłyby nam zaszkodzić. Zdumiewające, jak wiele z nich znajduje się w naszych domach. W następnym artykule omówimy sposoby chronienia się przed potencjalnie groźnymi substancjami.
[Przypis]
a Dwufenyle polichlorowane, powszechnie stosowane od lat trzydziestych XX wieku, stanowią rodzinę przeszło 200 oleistych substancji, używanych między innymi do produkcji smarów, tworzyw sztucznych, izolacji elektrycznych, pestycydów oraz płynów do mycia naczyń. Co prawda w wielu krajach synteza PCB jest obecnie zakazana, ale wytworzono już ponad milion ton tego produktu. Część usuwanych PCB dostała się do środowiska naturalnego i wywołała szkodliwe skutki.
[Ilustracja na stronie 7]
Martwe ciała tych wali są tak toksyczne, że trzeba je traktować jak niebezpieczne odpady
[Prawa własności]
©George Holton, The National Audubon Society Collection/PR
-
-
Jak toksyczny jest twój dom?Przebudźcie się! — 1998 | 22 grudnia
-
-
Jak toksyczny jest twój dom?
CZASOPISMO Świat Nauki opublikowało wyniki badań, którymi niedawno objęto ponad 3000 mieszkańców USA i Kanady. Okazało się, że „prawdopodobieństwo kontaktu z potencjalnie toksycznymi zanieczyszczeniami jest o wiele większe w pomieszczeniach zamkniętych — a więc miejscach powszechnie uważanych za ‚czyste’, takich jak dom, biuro czy samochód”. Głównym źródłem zanieczyszczenia powietrza w mieszkaniach są opary wydzielane przez zwyczajne produkty, na przykład środki czyszczące, repelenty przeciwko molom, materiały budowlane, paliwa, dezodoranty oraz środki dezynfekujące, a także chemicznie upraną odzież i nowe syntetyczne obicia tapicerskie.
Dopóki nie wykryto przyczyny, wyziewy takie powodowały u astronautów chorobę zwaną „kosmiczną grypą”. Charakterystyczne zapachy czujemy, siedząc w nowym samochodzie lub przechodząc w supermarkecie obok półek ze środkami czyszczącymi, nawet jeśli są w zapieczętowanych pojemnikach. Dlatego w domu zamkniętym na wszystkie spusty, powiedzmy ze względu na zimową aurę, opary różnych związków chemicznych mogą zatruć wnętrze w stopniu znacznie przekraczającym poziom zanieczyszczeń na zewnątrz.
Według kanadyjskiej gazety Medical Post najbardziej podatne na działanie szkodliwych substancji obecnych w domu są dzieci, zwłaszcza raczkujące. Przebywają one bliżej podłogi niż ludzie dorośli, szybciej oddychają i spędzają w domu nawet 90 procent czasu, a ponieważ nie mają jeszcze w pełni rozwiniętych narządów wewnętrznych, ich organizmy są bardziej wrażliwe na toksyczne zanieczyszczenia. Absorbują około 40 procent wchłoniętych związków ołowiu, tymczasem dorośli — około 10 procent.
Zachowywanie zrównoważonego poglądu
Współczesne pokolenie styka się z niespotykaną dotąd ilością substancji chemicznych, a ponieważ wiedza o ich oddziaływaniu jest jeszcze bardzo niepełna, naukowcy zachowują ostrożność. Kontakt z takimi związkami niekoniecznie musi prowadzić do raka lub śmierci. Na ogół ludzie nieźle je tolerują, co przysparza chwały Stwórcy zdumiewającego ciała ludzkiego (Psalm 139:14). Niemniej konieczne są rozsądne środki ostrożności, zwłaszcza jeśli regularnie stykamy się z niebezpiecznymi substancjami.
Jak wyjaśniono w książce Chemical Alert! (Alarm chemiczny!), „niektóre związki są toksyczne w tym sensie, że zakłócają równowagę między (...) procesami [przebiegającymi w organizmie] i powodują niewyraźne symptomy, które chyba najtrafniej można by opisać jako oznaki złego samopoczucia”. Zmniejszenie kontaktu z substancjami mogącymi nam zaszkodzić nie wymaga dokonania wielkich zmian w trybie życia; wystarczy zdobyć się na drobne korekty. Zechciej zwrócić uwagę na wskazówki podane w ramce na stronie 8. Niektóre mogą ci się przydać.
W kontaktach z substancjami chemicznymi, oprócz zachowywania rozsądnych środków ostrożności, warto uwzględniać inną cenną radę: unikajmy niepotrzebnego zamartwiania się — zwłaszcza tym, na co nie mamy wpływu. W biblijnej Księdze Przysłów 14:30 czytamy: „Serce spokojne jest życiem dla ciała”.
Jednakże wiele ludzi naprawdę cierpi i zapada na choroby — niekiedy nawet śmiertelne — z powodu toksycznych związków chemicznych.a Podobnie jak miliony cierpiących z różnych innych przyczyn, mają oni wszelkie podstawy do ufnego spoglądania w przyszłość, już wkrótce bowiem ziemia zostanie oczyszczona z substancji szkodzących jej mieszkańcom. Nawet trujące myśli oraz ci, którzy je pielęgnują, będą należeć do przeszłości. Wykazano to w artykule kończącym niniejszą serię.
[Przypis]
a W ostatnich latach coraz więcej osób ma z tego powodu kłopoty ze zdrowiem. Zagadnienie to omówimy w jednym z następnych wydań Przebudźcie się!
[Ramka na stronie 8]
Aby dom był zdrowszy i bezpieczniejszy
Zmniejszenie kontaktu z potencjalnie toksycznymi substancjami często wymaga jedynie niewielkich odstępstw od codziennych przyzwyczajeń. Oto kilka praktycznych rad. (Bardziej szczegółowych wskazówek spróbuj poszukać w pobliskiej bibliotece).
1. Większość substancji wydzielających opary staraj się przechowywać w takim miejscu, by nie zatruwały powietrza w mieszkaniu. Wśród tych substancji można wymienić formaldehyd i produkty zawierające lotne rozpuszczalniki, na przykład farby, lakiery, kleje, pestycydy oraz środki czyszczące. Źródłem toksycznych oparów są również produkty naftowe, między innymi benzen, który w silniejszych stężeniach utrzymujących się przez dłuższy czas powoduje raka, wady wrodzone i zakłócenia funkcji rozrodczych.
2. Dbaj o dobrą wentylację we wszystkich pomieszczeniach, łącznie z łazienką. Podczas kąpieli ulatniają się substancje obecne niekiedy w wodzie, na przykład chlor. Może to prowadzić do wzrostu stężenia chloru, a nawet chloroformu.
3. Przed wejściem do mieszkania wycieraj buty. Jak podaje Świat Nauki, ta prosta czynność może spowodować sześciokrotne obniżenie poziomu ołowiu w dywanach. Zmniejszy się też stężenie pestycydów, z których część poza domem — pod wpływem światła słonecznego — szybko się rozkłada, lecz w dywanach może tkwić przez całe lata. Inne rozwiązanie, powszechnie przyjęte w niektórych rejonach świata, polega na zdejmowaniu obuwia. Ponadto w zmniejszeniu zawartości zanieczyszczeń w dywanach mogą pomóc dobre odkurzacze, najlepiej z wirującymi szczotkami.
4. Jeżeli w jakimś pokoju zastosujesz pestycydy, to wynieś stamtąd zabawki przynajmniej na dwa tygodnie, choćby nawet na etykiecie produktu podano, że pomieszczenie jest bezpieczne już po kilku godzinach. Niedawno naukowcy stwierdzili, iż niektóre tworzywa sztuczne i pianki znajdujące się w zabawkach wchłaniają pestycydy niczym gąbka. Trujące substancje dostają się do organizmu dziecka przez skórę i usta.
5. Ogranicz stosowanie pestycydów. Frank Graham junior napisał w swej książce Since Silent Spring (Od cichej wiosny), iż pestycydy „mają wprawdzie swoje miejsce w domu i ogrodzie, lecz kampanie reklamowe wmawiają przeciętnemu mieszkańcowi przedmieścia, że musi się zaopatrzyć w istny arsenał chemikaliów, który wystarczyłby do odparcia inwazji szarańczy afrykańskiej”.
6. Ze wszystkich powierzchni usuń złuszczającą się farbę ołowiową i pomaluj je farbami bezołowiowymi. Nie pozwól dzieciom bawić się wśród odprysków farb ołowiowych. Jeżeli zachodzi podejrzenie, że w sieci wodociągowej są elementy ołowiane, to po każdym przekręceniu kurka zimnej wody trzeba najpierw trochę jej spuścić, aż nastąpi wyczuwalna zmiana temperatury, natomiast ciepłej wody z kranu w ogóle nie należy używać do picia (Environmental Poisons in Our Food).
[Ilustracja na stronie 9]
Na działanie toksycznych substancji obecnych w domu najbardziej narażone są raczkujące dzieci
-
-
Kto oczyści naszą ziemię?Przebudźcie się! — 1998 | 22 grudnia
-
-
Kto oczyści naszą ziemię?
„PRZEPOWIADAM, że do roku 2025 słowo ‚zanieczyszczenie’ całkowicie zniknie ze słownictwa naszego narodu — przynajmniej jeśli chodzi o przemysł”. Prognozę taką wygłosił niedawno prezes pewnej korporacji chemicznej. Czy twoim zdaniem jego zapowiedź się sprawdzi? A jeżeli tak, to w jaki sposób?
Siłą popychającą do zapełniania półek sklepowych niebezpiecznymi produktami często okazuje się żądza zysku. Na przykład prawo o ochronie tajemnicy zawodowej pozwala wytwórcom pestycydów ukrywać skład niektórych pokupnych produktów pod określeniem „obojętne”, co mogłoby sugerować, iż są „nieszkodliwe”. Tymczasem według czasopisma Chemical Week „co najmniej 394 obojętne składniki bywają używane w charakterze aktywnych pestycydów”. Spośród nich 209 uważa się za niebezpieczne substancje powodujące skażenie, 21 oficjalnie uznano za rakotwórcze, a 127 może wywołać chorobę zawodową.
Trzeba przyznać, że dobre rezultaty często dają kontrole przeprowadzane przez władze. Jak jednak zauważył pewien autor, rządy mają na względzie przede wszystkim „rozwój gospodarczy i dochodowość przemysłu”. Ciągle więc muszą brać pod uwagę dwa przeciwstawne czynniki: zagrożenia i korzyści. Wynikiem jest z reguły „kontrolowane zanieczyszczenie”.
Gdzie zatem mielibyśmy szukać rozwiązania? Pytanie to zadała kobieta będąca Świadkiem Jehowy pewnej przyjaźnie usposobionej gospodyni. Rozmówczyni oświadczyła, że ufa człowieczym przywódcom i naukowcom, po czym dodała: „Oni sobie kiedyś z tym wszystkim poradzą”.
„Ale kim oni są?” — zapytała głosicielka. „Czyż nie takimi samymi ludźmi jak pani i ja? Być może przewyższają nas wykształceniem, mają jednak swoje ograniczenia, swoje słabości. Popełniają błędy”. Trzeba jeszcze pamiętać o ogromnym zasięgu tych problemów oraz o chciwości i skorumpowaniu społeczeństwa ludzkiego.
Czy i ty wierzysz, że oni zdołają sobie ze wszystkim poradzić? Długie dzieje niepowodzeń w tym zakresie bynajmniej nie napawają ufnością. Na łamach czasopisma Outdoor Life wyrażono następującą opinię: „Naukowcom i ich agencjom nieporównanie lepiej idzie badanie zanieczyszczeń niż ich likwidowanie”. Jakie więc są widoki na to, iż ludzie rozwiążą ten poważny problem?
Czy ludzie potrafią dokonać tego sami?
Wyeliminowanie zanieczyszczeń chemicznych przekracza możliwości miejscowych władz. Jest tak dlatego, że substancje używane w jednym kraju wywierają wpływ na mieszkańców sąsiednich państw, a nawet całej ziemi! Ludzie jednak nie umieją ze sobą współpracować w rozwiązywaniu takich ogólnoświatowych problemów. Biblia wyjaśnia to następująco: „Człowiek panuje nad człowiekiem ku jego szkodzie” (Kaznodziei 8:9). A dlaczego ludzie nie potrafią pokierować swoimi sprawami? Odpowiedzi znowu udziela Biblia: „Do męża, który idzie, nie należy nawet kierowanie swym krokiem” (Jeremiasza 10:23). Jak to rozumieć?
Otóż ludzie wcale nie mieli rządzić się sami, niezależnie od Boga. To prawda, że dokonują zdumiewających rzeczy: budują piękne domy, wytwarzają pomysłowe urządzenia, a nawet polecieli na Księżyc. Ale bez uwzględniania wskazówek od Boga nie potrafią pokierować swymi sprawami. Właśnie tego uczy Biblia, a historia to potwierdza.
Jak dojdzie do oczyszczenia ziemi?
Nasz Stwórca, Jehowa Bóg, zawsze troszczył się o człowieka i o ziemię, którą dlań przygotował. Po stworzeniu ludzi polecił im opiekować się tą planetą oraz wszystkim, co ją zamieszkuje (Rodzaju 1:27, 28; 2:15). Wiele lat po tym, gdy dwoje pierwszych ludzi odrzuciło Jego kierownictwo, pouczył starożytny naród izraelski, jak ma dbać o swój kraj — między innymi rozkazał, by co siedem lat ziemia przez cały rok leżała odłogiem. Dzięki temu mogła odpocząć (Wyjścia 23:11; Kapłańska 25:4-6). Ale ludzie popadli w chciwość i przestali słuchać Boga. Ściągnęli tym niedolę zarówno na siebie, jak i na swój kraj.
Rzecz jasna, w tamtych czasach nie występowało takie zanieczyszczenie substancjami chemicznymi, z jakim mamy do czynienia obecnie. Jednakże ziemia była w opłakanym stanie, gdyż Izraelici nie pozwalali jej odpocząć, jak to pierwotnie zamierzył Bóg, a ponadto cierpieli tam niewinni ludzie. Dlatego Bóg dopuścił, by Babilończycy podbili ów naród i na 70 lat uprowadzili go do Babilonu. Dzięki temu ziemia mogła wreszcie zaznać wytchnienia i odzyskać urodzajność (Kapłańska 26:27, 28, 34, 35, 43; 2 Kronik 36:20, 21).
Historia ta uczy nas, że Bóg pociąga ludzi do odpowiedzialności za sposób, w jaki się obchodzą z naszą planetą (Rzymian 15:4). Zapowiedział nawet „doprowadzenie do ruiny tych, którzy rujnują ziemię” (Objawienie 11:18). Co ciekawe, Biblia zawiera opis osób przyczyniających się do owego ‛rujnowania’. Jak czytamy w Liście 2 do Tymoteusza 3:1-5, do tego stopnia miłują one pieniądze i siebie, że nie zważają na Boga, a co za tym idzie również na Jego dzieła stwórcze, łącznie z innymi ludźmi.
A zatem oba przytoczone fragmenty Biblii — List 2 do Tymoteusza 3:1-5 i Księga Objawienia 11:18 — pozwalają wysnuć dwa konkretne wnioski. Po pierwsze, skalanie umysłów prowadzi do skalania ziemi. Po drugie, gdy obie te formy skażenia osiągną najwyższy poziom, Bóg zaingeruje w bieg spraw, by ocalić naszą planetę i jej bogobojnych mieszkańców. Jak tego dokona?
Bóg za pośrednictwem swego proroka Daniela przepowiedział: „Za dni tych królów [najwyraźniej chodzi o dzisiejsze rządy] Bóg nieba ustanowi królestwo (...). Zmiażdży ono wszystkie owe królestwa i położy im kres, lecz samo będzie trwać po czasy niezmierzone” (Daniela 2:44). Królestwo to jest realnym rządem światowym. Jezus Chrystus nauczył swych naśladowców modlić się o ten rząd, gdy powiedział: „Macie więc modlić się w ten sposób: ‚Nasz Ojcze w niebiosach (...). Niech przyjdzie twoje królestwo. Niech się dzieje twoja wola, jak w niebie, tak i na ziemi’” (Mateusza 6:9, 10).
Pod miłościwym panowaniem Królestwa Bożego mieszkańcy ziemi będą się rozkoszować niezrównanym przywilejem przeobrażania całej naszej planety w raj. Powietrze stanie się czyste, strumieniami popłynie krystaliczna woda, a gleba wyda obfite, nieskażone plony (Psalm 72:16; Izajasza 35:1-10; Łukasza 23:43). Dlatego Biblia obiecuje: „Nie będzie się w umyśle wspominać rzeczy dawniejszych [czyli dzisiejszych chorób, cierpień, zanieczyszczenia środowiska oraz wielu innych udręk] ani nie przyjdą one do serca” (Izajasza 65:17).
[Ilustracja na stronie 10]
Czy doczekasz oczyszczonej ziemi?
-