BIBLIOTEKA INTERNETOWA Strażnicy
BIBLIOTEKA INTERNETOWA
Strażnicy
polski
  • BIBLIA
  • PUBLIKACJE
  • ZEBRANIA
  • g95 8.6 ss. 8-13
  • Balony zaporowe obrońców tytoniu

Brak nagrań wideo wybranego fragmentu tekstu.

Niestety, nie udało się uruchomić tego pliku wideo.

  • Balony zaporowe obrońców tytoniu
  • Przebudźcie się! — 1995
  • Podobne artykuły
  • Groźne chmury nad firmami tytoniowymi
    Przebudźcie się! — 1996
  • Dlaczego warto rzucić palenie?
    Przebudźcie się! — 2000
  • Przygotuj się na bieg z przeszkodami
    Przebudźcie się! — 2010
  • Miliony istnień puszczane z dymem
    Przebudźcie się! — 1995
Zobacz więcej
Przebudźcie się! — 1995
g95 8.6 ss. 8-13

Balony zaporowe obrońców tytoniu

W LATACH czterdziestych Londyn był oblężony. Niemieckie myśliwce i bomby latające siały grozę i spustoszenie. Ale gdyby nie tragizm sytuacji, mieszkańców miasta mógłby rozbawić pewien osobliwy widok.

Nad ich głowami unosiły się na długich linach tysiące balonów. Miały przeszkadzać w nurkowaniu atakującym samolotom i unieszkodliwić przynajmniej niektóre latające bomby, wywołując ich eksplozję nad ziemią. Jednakże pomysłowa skądinąd zapora balonowa okazała się niemal bezskuteczna.

Producenci wyrobów tytoniowych również znaleźli się w stanie oblężenia. Wielkie imperia tytoniowe, wydające się niegdyś niezwyciężoną twierdzą i dysponujące ogromną potęgą polityczną i ekonomiczną, są dziś zewsząd atakowane.

Środowisko lekarskie publikuje całe stosy materiałów utrzymanych w tonie oskarżycielskim. Wojowniczy urzędnicy służby zdrowia prowadzą krucjatę antynikotynową. Oburzeni rodzice skarżą się, że ofiarą padają ich dzieci. Nieugięci ustawodawcy oczyszczają z dymu papierosowego biura, restauracje, obiekty wojskowe i pokłady samolotów. Wiele krajów wydało zakaz reklamowania wyrobów tytoniowych w radiu i telewizji. W USA całe stany procesują się z firmami tytoniowymi o milionowe odszkodowania na pokrycie kosztów leczenia. W wir walki rzucili się nawet prawnicy.

Aby odeprzeć napastników, przedsiębiorstwa tytoniowe podjęły akcję defensywną — wypuściły swoje balony zaporowe. Jednakże ta obrona okazuje się tylko nadętym pustosłowiem.

W ubiegłym roku społeczeństwo USA przypatrywało się, jak oburzeni ustawodawcy oraz przedstawiciele służby zdrowia przypuścili energiczny szturm na przemysł tytoniowy. W kwietniu 1994 roku w czasie przesłuchania przed komisją kongresową członków zarządów siedmiu wielkich amerykańskich koncernów tytoniowych zapoznano ich z obciążającymi statystykami: rokrocznie umiera 400 000 Amerykanów, a miliony innych dostają się w szpony nałogu, chorują lub są bliskie śmierci.

Cóż mieli na swą obronę przedstawiciele przemysłu tytoniowego przyparci do muru? Uczynili kilka interesujących spostrzeżeń. „Jeszcze nie udowodniono, iż palenie rzeczywiście wywołuje choroby” — oznajmił na przykład rzecznik Instytutu Tytoniu. Twierdzono nawet, że zwyczaj palenia jest równie nieszkodliwy, jak wiele innych przyjemności, na przykład jedzenie słodyczy lub picie kawy. „Obecność nikotyny nie czyni papierosów narkotykiem ani palenia nałogiem” — oświadczył prezes zarządu jednego z koncernów. A pewien naukowiec zatrudniony w przedsiębiorstwie tytoniowym przekonywał: „Założenie, iż każda ilość nikotyny w papierosach uzależnia, jest błędne”.

Skoro jednak papierosy nie uzależniają, brzmiał kontrargument komisji, to dlaczego przedsiębiorstwa tytoniowe regulują zawartość nikotyny w swych wyrobach? „Chodzi o smak” — wyjaśnił członek zarządu innego koncernu. Czy może być coś gorszego niż niesmaczny papieros? I chociaż pokazano mu sterty materiałów z archiwów jego koncernu, które dotyczyły uzależniających własności nikotyny, dalej obstawał przy swoim.

Najwidoczniej człowiek ten i jemu podobni będą się upierać przy swych twierdzeniach bez względu na to, ilu palaczy trafi na cmentarz. Na początku roku 1993 dr Lonnie Bristow, prezes Amerykańskiego Towarzystwa Lekarskiego, wystąpił z interesującą propozycją. W periodyku The Journal of the American Medical Association napisano: „Zaprosił przedstawicieli zarządów największych amerykańskich koncernów tytoniowych, aby towarzyszyli mu w obchodzie sal szpitalnych i przyjrzeli się, jak wyglądają następstwa palenia u pacjentów cierpiących na raka i inne chroniczne schorzenia płuc. Nie znalazł się ani jeden chętny”.

Przemysł tytoniowy chełpi się, że w okresie potęgującego się na świecie bezrobocia ma do zaoferowania dobre stanowiska pracy. Na przykład w Argentynie zatrudnia bezpośrednio milion ludzi, a w sposób pośredni zapewnia pracę dalszym czterem milionom. Ogromne wpływy z podatków pobieranych od przedsiębiorstw tytoniowych zjednały im przychylność wielu rządów.

Pewien koncern tytoniowy hojnie dotuje grupy mniejszościowe, stwarzając pozory dbałości o pomyślność społeczeństwa. Ale jak wynika z wewnętrznych dokumentów koncernu, prawdziwym powodem utworzenia tego „funduszu rozwoju okręgu wyborczego” było pozyskanie głosów potencjalnych wyborców.

Ten sam koncern, pragnąc zjednać sobie środowisko artystyczne, przeznacza duże sumy na dotacje dla muzeów, instytucji oświatowych, szkół tańca oraz towarzystw muzycznych. Urzędnicy zatrudnieni w tych placówkach pokonują wewnętrzne opory i przyjmują tak bardzo im potrzebne tytoniowe pieniądze. Niedawno nowojorskie środowisko artystyczne stanęło przed dylematem, gdy wspomniany koncern zwrócił się do niego o poparcie akcji wymierzonej przeciw ustawie antytytoniowej.

Poza tym potentaci tytoniowi oczywiście nie wahają się obsypywać pieniędzmi polityków, którzy mogą wykorzystać swe wpływy, aby obalić wszelkie projekty sprzeczne z interesami przemysłu tytoniowego. Jego obrońcami bywają wysocy urzędnicy państwowi. Niektórych wiążą z nim wspólne interesy, inni zaś mają dług wdzięczności za hojne poparcie finansowe w kampanii wyborczej.

Pewien amerykański kongresman podobno otrzymał od przedsiębiorstw tytoniowych dotacje na sumę ponad 21 000 dolarów i w rezultacie głosował przeciw kilku propozycjom ustaw antytytoniowych.

Niedawno były senator i dobrze opłacany lobbysta broniący interesów firm tytoniowych, a zarazem namiętny palacz, dowiedział się, iż ma raka gardła, płuc i wątroby. Teraz rozpacza i wyznaje, że czuje się jak głupiec, bo „skazał sam siebie na taką pokutę w łóżku”.

Wydając krocie dolarów na reklamę i umacniając przez to swe wpływy, potentaci tytoniowi zaciekle atakują opozycję. Jeden ze sloganów brzmi niczym memento wypisane na sztandarze wolności: „Dziś papierosy. A co jutro?” Sugeruje, iż w następnej kolejności ofiarą jakiejś fanatycznej prohibicji może paść kofeina, alkohol i hamburgery.

Za pośrednictwem prasy próbuje się zdyskredytować szeroko komentowane badania amerykańskiego Urzędu Ochrony Środowiska, z których wynika, że bierne palenie jest rakotwórcze. Przemysł tytoniowy ogłosił zamiar wszczęcia batalii prawnej. W jednym z programów telewizyjnych oskarżono pewne przedsiębiorstwo, iż przez manipulowanie zawartością nikotyny usiłuje wciągnąć w nałóg konsumentów. Wkrótce potem stacji telewizyjnej, która nadała ten program, wytoczono proces o odszkodowanie w wysokości 10 miliardów dolarów.

Przedsiębiorstwa tytoniowe prowadzą zaciekłą walkę, ale atmosfera wokół nich gęstnieje od oskarżeń. W minionym czterdziestoleciu przeprowadzono jakieś 50 000 badań, rośnie więc góra dowodów na to, że palenie tytoniu jest szkodliwe.

A do jakich wybiegów uciekają się firmy tytoniowe, by odeprzeć zarzuty? Uparcie powołują się na jeden fakt: palacze rzucają palenie. Ma to być dowód, że nikotyna nie uzależnia. Niemniej statystyki ujawniają coś wręcz przeciwnego. To prawda, że 40 milionów Amerykanów zdołało rzucić palenie. Ale 50 milionów dalej pali, a 70 procent z nich twierdzi, że chciałoby z tym zerwać. Spośród 17 milionów tych, którzy corocznie podejmują próbę rzucenia palenia, aż 90 procent wraca do niego przed upływem roku.

W USA po operacji raka płuc prawie 50 procent palaczy powraca do nałogu. Spośród ofiar zawału serca 38 procent zaczyna palić jeszcze przed opuszczeniem szpitala. Również 40 procent pacjentów, którym zoperowano zrakowaciałą krtań, znów sięga po papierosy.

Spośród milionów palących nastolatków amerykańskich trzy czwarte twierdzi, że przynajmniej raz podjęło stanowczą próbę rzucenia nałogu, niestety bezskutecznie. Ze statystyk wynika ponadto, iż dla wielu młodych papierosy to odskocznia do narkotyków. Prawdopodobieństwo, że młody palacz sięgnie po kokainę, jest 50 razy większe, niż że zrobi to niepalący. Potwierdzają to słowa pewnej trzynastolatki: „Nie mam żadnych wątpliwości, że palenie to pierwszy krok do narkomanii. Prawie każdy, kogo znam, z wyjątkiem trzech osób, palił, zanim zaczął brać narkotyki”.

A co powiedzieć na temat papierosów o małej zawartości smoły? Badania dowodzą, że w rzeczywistości mogą być jeszcze szkodliwsze, a to z dwóch powodów: po pierwsze, palacz zwykle bardziej się zaciąga, żeby zaczerpnąć nikotyny, której domaga się organizm, a to zwiększa oddziaływanie toksycznych składników dymu na płuca; po drugie, pod wpływem błędnego mniemania, że pali „zdrowsze” papierosy, może nie być tak skłonny do zerwania z nałogiem.

Samej tylko nikotynie poświęcono przeszło 2000 badań. Wynika z nich, że jest ona jedną z najbardziej uzależniających substancji znanych człowiekowi, a na dodatek należy do najszkodliwszych. Nikotyna przyśpiesza tętno i powoduje zwężenie naczyń krwionośnych. Do układu krążenia przenika w ciągu siedmiu sekund, szybciej nawet niż zastrzyk dożylny. Pobudza mózg do domagania się następnej dawki, a zdaniem niektórych uzależnienie to jest dwukrotnie silniejsze niż w wypadku heroiny.

Czy pomimo swych wymówek przedsiębiorstwa tytoniowe są świadome uzależniających własności nikotyny? Wiele wskazuje, że tak, i to nie od dzisiaj. Na przykład w roku 1983 pewien naukowiec pracujący dla koncernu tytoniowego przeprowadził badania, które wykazały, że szczury zdradzają typowe objawy uzależnienia: otóż same dawkowały sobie nikotynę, regularnie uderzając w dźwignie. Podobno przemysł tytoniowy szybko się postarał o zatajenie wyników tych badań i dopiero niedawno ujrzały one światło dzienne.

Potentaci tytoniowi nie czekali z założonymi rękami, aż ze wszystkich stron posypie się na nich grad ciężkich pocisków. Nowojorska Rada do Spraw Badań nad Tytoniem prowadzi bowiem — jak to określił dziennik The Wall Street Journal — „najdłuższą kampanię dezinformacji w historii gospodarki amerykańskiej”.

Pod sztandarem niezależnych badań Rada przeznaczała miliony dolarów na uciszanie napastników. Wszystko rozpoczęło się w roku 1953, kiedy dr Ernst Wynder z ośrodka onkologicznego Memorial Sloan-Kettering Cancer Center odkrył, iż posmarowanie grzbietów myszy smołą tytoniową powodowało tworzenie się guzów. Przemysł tytoniowy powołał wówczas do życia wspomnianą Radę w celu zbijania gromadzących się dowodów — wyraźnie przemawiających za szkodliwością palenia tytoniu — przez przeciwstawianie im wyników własnych badań.

Jak to możliwe, by naukowcy zatrudniani przez Radę uzyskiwali wyniki sprzeczne z rezultatami badań reszty środowiska naukowego? Niedawno opublikowane materiały ujawniają misterną sieć intryg. Wielu uczonych pracujących dla Rady — nadzorowanych przez zastępy czujnych prawników, a ponadto skrępowanych spisanymi kontraktami — stwierdziło, że rosnące obawy co do szkodliwości palenia są w pełni uzasadnione. Gdy jednak trzeba było spojrzeć faktom w oczy, to według The Wall Street Journal Rada „niekiedy lekceważyła rezultaty prowadzonych badań, a nawet je przerywała, jeśli potwierdzały, że palenie zagraża zdrowiu”.

Przez wiele lat potajemnie prowadzono badania nad bezpieczniejszym papierosem. Ujawnienie ich byłoby równoznaczne z milczącym przyznaniem, że palenie rzeczywiście jest szkodliwe. Pod koniec lat siedemdziesiątych wpływowy prawnik pracujący dla pewnego koncernu tytoniowego radził zaniechać wszelkich prac nad „bezpiecznym” papierosem — jako z góry skazanych na niepowodzenie — a wszystkie materiały na ten temat wyrzucić do kosza.

W toku wieloletnich badań dwie rzeczy stały się pewne, mianowicie: nikotyna naprawdę uzależnia, a palenie papierosów zabija. Wprawdzie w oficjalnych wystąpieniach firmy tytoniowe gwałtownie tym faktom zaprzeczają, niemniej podejmowane przez nie działania dowodzą, iż doskonale zdają sobie z tego sprawę.

David Kessler z amerykańskiego Urzędu do Spraw Żywności i Leków (FDA) mówi o rozmyślnej manipulacji: „Niektóre gatunki papierosów rzeczywiście zasługują dziś na miano wyspecjalizowanego systemu dostarczania nikotyny w precyzyjnie wyliczonych dawkach (...) wystarczających, by wywołać i utrwalić uzależnienie”.

Kessler ujawnił, że firmy tytoniowe są właścicielami wielu patentów zdradzających ich zamiary. Należy do nich patent na genetycznie zmienioną odmianę tytoniu o najwyższej dotąd spotkanej zawartości nikotyny. Inny wynalazek to nasycanie filtrów i bibułek papierosowych nikotyną, co wzmaga jej oddziaływanie. Jeszcze inny pomysł polega na tym, że palacz otrzymuje większą dawkę nikotyny, gdy zaczyna palić papierosa, niż gdy go dopala. Z dokumentacji koncernów tytoniowych wynika ponadto, że do papierosów dodaje się związki amoniaku, aby z tytoniu uwolnić więcej nikotyny. „Do krwi palacza przenika [jej] prawie dwa razy więcej niż zwykle” — informuje dziennik The New York Times. FDA podał do wiadomości, że nikotyna jest substancją uzależniającą oraz że zamierza on objąć papierosy ściślejszą kontrolą.

Rządy też są w pewnym sensie uzależnione od papierosów. Na przykład rząd amerykański pobiera od wyrobów tytoniowych podatki stanowe i federalne na sumę 12 miliardów dolarów rocznie. Jednakże według obliczeń federalnego Biura Oceny Postępu Techniki koszty palenia sięgają 68 miliardów dolarów rocznie — są to wydatki na opiekę zdrowotną plus straty gospodarcze.

Szczycenie się korzyściami ekonomicznymi i tworzeniem licznych stanowisk pracy, łaskawy mecenat nad artystami, zaciekłe zbijanie argumentów co do szkodliwości palenia — przemysł tytoniowy rzeczywiście wprowadził do akcji defensywnej nieco interesujących balonów. Przyszłość pokaże, czy będą skuteczniejsze niż balony zaporowe nad Londynem.

Widać jednak wyraźnie, że potentaci tytoniowi nie potrafią się już dłużej maskować. Zarabiają miliony na zabijaniu milionów i wcale nie wydają się zbyt przejęci tym, że ich poczynania pociągają za sobą tak obfite żniwo śmierci.

[Napis na stronie 8]

Obrona papierosów okazuje się nadętym pustosłowiem

[Napis na stronie 9]

Z oficjalnych badań wynika, że bierne palenie jest rakotwórcze

[Napis na stronie 10]

Nikotyna jest jedną z najbardziej uzależniających substancji

[Napis na stronie 11]

Zarabiają miliony na zabijaniu milionów

[Ramka na stronie 10]

Co pokazują wyniki 50 000 badań?

Oto zaledwie kilka zagrożeń związanych z używaniem tytoniu, przed którymi ostrzegają uczeni:

RAK PŁUC: 87 procent umierających na raka płuc stanowią palacze.

CHOROBY SERCA: Ryzyko nabawienia się schorzeń układu sercowo-naczyniowego jest u palaczy o 70 procent większe.

RAK PIERSI: Dla kobiet, które palą po 40 lub więcej papierosów dziennie, niebezpieczeństwo śmierci na raka piersi jest o 74 procent większe.

UPOŚLEDZENIE SŁUCHU: Dzieci urodzone przez palące matki gorzej słyszą.

CUKRZYCA: Diabetycy, którzy palą lub żują tytoń, są bardziej narażeni na uszkodzenie nerek oraz szybko postępującą retinopatię (zwyrodnienie siatkówki).

RAK OKRĘŻNICY: Badania, którymi objęto ponad 150 000 osób, wykazały wyraźny związek między paleniem a rakiem okrężnicy.

ASTMA: Bierne palenie może potęgować objawy astmy u dzieci.

SKŁONNOŚCI DO PALENIA: Matki, które podczas ciąży palą, rodzą córki czterokrotnie bardziej skłonne do palenia.

BIAŁACZKA: Wiele wskazuje na to, że palenie wywołuje białaczkę szpikową.

OBRAŻENIA W CZASIE ĆWICZEŃ: Według badań przeprowadzonych przez Armię USA palacze częściej doznają obrażeń podczas ćwiczeń.

OSŁABIENIE PAMIĘCI: Duże dawki nikotyny w czasie wykonywania skomplikowanych zadań mogą znacznie obniżyć sprawność umysłową.

DEPRESJA: Psychiatrzy gromadzą dowody na istnienie związku między paleniem a silną depresją i schizofrenią.

SAMOBÓJSTWO: Badania przeprowadzone wśród pielęgniarek wykazały, że u tych, które palą, dwa razy częściej występują skłonności samobójcze.

Inne zagrożenia: rak jamy ustnej, krtani, gardła, przełyku, trzustki, żołądka, jelita cienkiego, pęcherza, nerki, szyjki macicy; udar, zawał, przewlekłe schorzenia płuc, niewydolność krążenia, wrzody trawienne, cukrzyca, niepłodność, urodzenie dziecka z niedowagą, osteoporoza oraz infekcje uszu. Można tu również wymienić zagrożenie pożarowe, gdyż palenie jest główną przyczyną pożarów w domach, hotelach i szpitalach.

[Ramka na stronie 12]

Tytoń bez dymu — groźna namiastka

Jedna z odmian tytoniu przeznaczona jest do ssania, a obroty jej producentów wynoszą 1,1 miliarda dolarów rocznie. Największe sukcesy odnosi wytwórnia umiejętnie zwabiająca nowych klientów wyrobami o różnych smakach. Zyskały one dużą popularność. Oferują „lekki rausz tytoniowy”, który zaspokaja pragnienie, ale nie na długo. Były wiceprezes wspomnianej wytwórni powiedział: „Sporo ludzi rozpoczyna od produktów aromatyzowanych, lecz w końcu i tak sięga po [najmocniejszy gatunek]”. Reklamy głoszą, że jest to „mocna prymka dla silnych mężczyzn”, która „sprawia satysfakcję”.

Strategię tę opisano w dzienniku The Wall Street Journal, gdzie czytamy też, że firma ta broni się przed zarzutem, jakoby „manipulowała dawkami nikotyny”. Przytoczono słowa dwóch chemików zatrudnionych niegdyś w tej wytwórni, którzy wypowiadając się po raz pierwszy na ten temat, wyjaśnili, że „przedsiębiorstwo nie manipuluje zawartością, lecz ilością nikotyny przyswajanej przez konsumentów”. Oświadczyli również, że do tytoniu dodaje się różne chemikalia, aby zwiększyć jego zasadowość, dzięki czemu „uwalnia się więcej nikotyny”. The Wall Street Journal wyjaśnia też różnicę między tytoniem do ssania i tytoniem do żucia, pisząc, że chodzi o „rozdrobniony tytoń, którego się nie żuje, lecz który się ssie. Jego amatorzy umieszczają szczyptę między policzkiem a dziąsłem, po czym przesuwają ją językiem z miejsca na miejsce, od czasu do czasu spluwając”.

W czasie ssania różnosmakowych gatunków tego tytoniu, przeznaczonych dla początkujących, do krwiobiegu trafia zaledwie 7-22 procent zawartości nikotyny. Najsilniejszy gatunek może u nowicjusza wywołać mdłości. Jest on wytwarzany z dokładnie rozdrobnionego tytoniu i przeznaczony dla „prawdziwych mężczyzn”. Podczas ssania uwalnia się aż 79 procent zawartej w nim nikotyny i natychmiast przenika do krwi. W USA przeciętny wiek początkujących konsumentów tej używki wynosi dziewięć lat. A kto w tym wieku potrafi się długo opierać pokusie sięgnięcia po silniejsze gatunki i zostania „prawdziwym mężczyzną”?

W rezultacie amatorzy tytoniu do ssania otrzymują większe dawki nikotyny niż palacze papierosów. Ocenia się, że czterokrotnie zwiększa on ryzyko nabawienia się raka jamy ustnej, a raka gardła — aż pięćdziesięciokrotnie.

W USA na jakiś czas podniosła się wrzawa w związku z procesem wytoczonym pewnej firmie tytoniowej przez matkę dobrze się zapowiadającego młodego lekkoatlety, który zmarł na raka jamy ustnej. Będąc 12-letnim chłopcem, bezpłatnie otrzymał na rodeo pudełko tytoniu do ssania i z czasem zaczął zużywać cztery takie pudełka tygodniowo. Przeszedł szereg bolesnych operacji języka, szczęki i szyi, aż wreszcie lekarze się poddali. Pacjent zmarł w wieku 19 lat.

[Ramka na stronie 13]

Jak zerwać z paleniem

Milionom ludzi udało się rzucić palenie. Jeżeli palisz, choćby nawet od dawna, ty także zdołasz zerwać z tym szkodliwym zwyczajem. Oto kilka pomocnych wskazówek:

• Warto z góry wiedzieć, czego należy się spodziewać. Objawy abstynencyjne mogą obejmować niepokój, drażliwość, zawroty i bóle głowy, bezsenność, rozstrój żołądka, głód, różne zachcianki, zaburzenia koncentracji oraz dreszcze. Z pewnością nie są to przyjemne perspektywy, ale najsilniejsze symptomy trwają tylko kilka dni, po czym stopniowo ustępują, w miarę jak organizm oczyszcza się z nikotyny.

• Teraz na dobre rozpoczyna się walka w sferze psychicznej. Nie tylko ciało przyzwyczaiło się do nikotyny — również twój umysł przywykł do czynności związanych z paleniem. Zastanów się, w jakich okolicznościach sięgałeś po papierosa, i zmień te nawyki. Na przykład jeśli paliłeś zawsze po posiłku, postanów sobie, że odtąd zaraz po jedzeniu będziesz wstawał od stołu i wychodził na spacer lub zmywał naczynia.

• Gdyby nagle pojawiło się silne pragnienie zapalenia, być może pod wpływem jakiegoś stresu, pamiętaj, że prawdopodobnie minie ono w ciągu pięciu minut. Zaplanuj sobie zawczasu jakieś zajęcie — na przykład pisanie listu, gimnastykę czy też zjedzenie zdrowej przekąski. W opanowaniu pragnień ogromną pomocą jest modlitwa.

• Gdy próby zerwania z nałogiem nie przynoszą rezultatu, nie zniechęcaj się. Ważne jest, by się nie poddać.

• Jeżeli obawiasz się przytycia, pamiętaj, że niewielkie przybranie na wadze nic nie znaczy w porównaniu z korzyściami płynącymi z uwolnienia się od nałogu. Warto mieć w zasięgu ręki owoce i warzywa oraz pić dużo wody.

• Rzucenie palenia a wytrwanie bez papierosa to dwie różne sprawy. Postanów sobie, jak długo po niego nie sięgniesz: dzień, tydzień, trzy miesiące, nigdy więcej.

Jezus powiedział: „Masz miłować swego bliźniego jak samego siebie” (Marka 12:31). Zarówno z miłości do bliźnich, jak i do samego siebie — przestań palić. (Patrz artykuł „Chrześcijański pogląd na palenie” w Przebudźcie się! z 8 grudnia 1989 roku, strony 13-15).

    Publikacje w języku polskim (1960-2026)
    Wyloguj
    Zaloguj
    • polski
    • Udostępnij
    • Ustawienia
    • Copyright © 2025 Watch Tower Bible and Tract Society of Pennsylvania
    • Warunki użytkowania
    • Polityka prywatności
    • Ustawienia prywatności
    • JW.ORG
    • Zaloguj
    Udostępnij