Pokazowy proces przeciwko chrześcijanom — hańbą dla Portugalii
POD koniec czerwca i na początku lipca ubiegłego roku zwrócił na siebie uwagę całej Portugalii proces wytoczony w Lizbonie przeciwko 49 świadkom Jehowy i ich sympatykom. Chociaż sala rozpraw mogła pomieścić tylko bardzo ograniczoną liczbę osób, to jednak codziennie zbierały się tysiące chętnych, usiłujących przysłuchać się procesowi. Nigdy dotąd nie widziano w Portugalii czegoś podobnego! Nawet w innych krajach ludzie pilnie śledzili doniesienia prasowe korespondentów zagranicznych obecnych na rozprawie.
Niejedni obywatele portugalscy są może zdania, że się dowiedzieli, jaki był przebieg procesu. Przecież gazety lizbońskie zamieszczały wiadomości o świadkach Jehowy i zbliżającym się procesie; w ciągu zaledwie dwóch dni artykuły tego rodzaju osiągnęły łączną długość około 445 cm szpalty. Doniesienia te były jednak krańcowo tendencyjne, a w wielu miejscach zawierały jaskrawe kłamstwa. Zawierały jedynie propagandę tych, którzy dążyli do wydania wyroku skazującego. Obrony świadków Jehowy nie opublikowano ani razu. Dopytywania w redakcji pewnej gazety wyjawiły fakt, że kiedy przygotowano i złożono do druku bezstronną relację, cenzorzy rządowi nie pozwolili jej wydać.
Jednakże czynniki oficjalne wkrótce stwierdziły, że nawet tendencyjne doniesienia wywoływały wzmożone zainteresowanie świadkami Jehowy i ich działalnością. I te zostały więc w znacznej mierze ograniczone. Z tego powodu stosunkowo mało ludzi wie, co faktycznie działo się w trakcie procesu. Bliższe szczegóły tej sprawy z pewnością będą dla naszych czytelników nader interesujące.
ARESZTOWANIE I UWIĘZIENIE
Dwa lata temu w dniu 10 czerwca zbór świadków Jehowy w Feijo zgromadził się wieczorem spokojnie w prywatnym mieszkaniu, zlokalizowanym na tymże przedmieściu Lizbony. Obecnych było około 70 osób, studiujących wspólnie Biblię, jak to mają zwyczaj czynić świadkowie Jehowy. Około godziny 22 akcja policyjna kierowana przez porucznika Jorge’a Manuela Natividade’a Jacoba przerwała zebranie; aresztowano 49 obecnych.
Chociaż nie wysunięto żadnego formalnego oskarżenia, dwaj kaznodzieje, to jest Arriaga Cardoso i Jose Fernandes Lourenco, zostali przewiezieni do więzienia fort Caxias. Przetrzymywano ich tam do 29 października, a więc przez 4 miesiące i 19 dni. W tym okresie przez ponad dwa miesiące odmawiano im wszelkiej lektury, z Biblią włącznie. Cardoso i Lourenco byli nawet przez 11 dni zamknięci w całkowitej izolacji — najwidoczniej po to, aby ich duchowo załamać.
Podczas ich uwięzienia czynniki rządowe sporządziły 416-stronicowy akt oskarżenia. Zawierał on głównie pytania, które postawiono dwom więźniom oraz 47 innym oskarżonym, a następnie ich odpowiedzi. W części szczegółowej oskarżenia prokurator twierdził między innymi:
„Oświadczam, że wszyscy oskarżeni są materialnymi sprawcami przestępstwa przeciw bezpieczeństwu państwa, polegającego na namawianiu do zbiorowego nieposłuszeństwa, przewidzianego i karalnego według art. 174 kodeksu karnego. (...) Stanowią ruch polityczny, przenikający z różnych krajów a szerzący nieposłuszeństwo, niepokoje i wywrotowość wśród ludowych mas, zwłaszcza wśród młodzieży określonego wieku.”
Ów 416-stronicowy akt oskarżania nie zawierał jednak żadnego dowodu tego rodzaju przestępstwa, który by przemawiał przeciwko 49 obwinionym. Na poparcia oskarżeń nie przytoczono ani jednego zeznania świadków! Poszczególne oskarżenia były po prostu twierdzeniami, sformułowanymi bez jakichkolwiek dowodów. Faktem jest, że napotkano 49 chrześcijan studiujących razem Biblię; nie dyskutowali o polityce i nie dało się przytoczyć żadnego dowodu na poparcie tezy, jakoby stanowili „ruch polityczny”. W akcie oskarżania nawet nie podjęto żadnej próby udowodnienia, że osoby te kiedykolwiek głosiły publicznie jakieś przekonania, nie mówiąc już o tym, by nakłaniały kogoś do nieposłuszeństwa wobec rządu portugalskiego albo prowadziły działalność wywrotową, podburzając masy ludowe. Każdego uczciwego człowieka musiał zastanowić jawny brak dowodów w akcie oskarżenia. Niemniej jednak sprawa dostała się na wokandę sądu.
Co rozegra się na sali rozpraw? Czy proces dostarczy dowodów na to, że oskarżeni dopuścili się zarzucanych im przestępstw? Czy podsądnym zagwarantowana będzie pełna swoboda przedstawienia sądowi dowodów swej niewinności? Czy sędziowie wysłuchają ich bez uprzedzeń, aby wydać sprawiedliwy wyrok?
ROZPRAWA OTWARTA I ODROCZONA
Wreszcie dnia 14 czerwca ubiegłego roku rozpoczął się proces w lizbońskim gmachu sądów na Largo da Boa Hora. Świadkowie Jehowy ze wszystkich stron Portugalii zebrali się tłumnie w mieście — nie po to, aby wywrzeć nacisk na sąd, lecz dla udzielenia moralnego poparcia swoim chrześcijańskim braciom i siostrom, którzy mieli być sądzeni. Policjanci nigdy przedtem nie widzieli tam tylu przybyłych. Nie przygotowani na taką ciżbę, byli początkowo jakby oszołomieni. Jeden z oficerów zawołał zdenerwowany: „Co zrobić z tymi wszystkimi ludźmi? Główne wejście przecież musi być wolne.” Uwagę tę przypadkowo usłyszał jeden ze świadków Jehowy i przekazał ją dalej, a już po kilku minutach rzeczywiście utworzył się dostęp do głównego wejścia. Funkcjonariusz był po prostu zaskoczony szybkim współdziałaniem i zdyscyplinowaniem. Nigdy dotąd nie zdarzyło się w Lizbonie, żeby się dało tłumem tak łatwo pokierować, co tym lepiej uwypukliło fakt, jak nieuzasadnione było oskarżenie o „nieposłuszeństwo wobec ustaw i przepisów porządku publicznego”.
Następnego dnia lizbońska gazeta „O Seculo” doniosła: „Każdy, kto wczoraj znalazł się na Largo da Boa Hora, był świadkiem zadziwiającego widowiska. (...) W oknach pierwszego i drugiego piętra gmachu sądowego oraz na wszystkich korytarzach, których przecież jest tam sporo, wszędzie stało mnóstwo ludzi. Zatłoczony był także dziedziniec wewnętrzny. (...) Porządek nie został zakłócony. (...) Według danych szacunkowych wewnątrz i na zewnątrz budynku było obecnych ponad 2000 osób. Tyle ludzi widziano tam po raz pierwszy. Większość z nich sympatyzowała z oskarżonymi i ich religią.”
W dniu otwarcia procesu postępowanie sądowe nie posunęło się jednak daleko, ponieważ jeden z oskarżonych, złożony chorobą, nie mógł się stawić do sądu. W związku z tym oskarżyciel publiczny wniósł o odroczenie rozprawy, a sąd przychylił się do tego wniosku. Rozpoczęcie przesłuchań zostało więc przesunięte na 23 czerwca.
PIERWSZE POSIEDZENIE SĄDU
Proces rozpoczął się w czwartek, dnia 23 czerwca o godz. 14:30, a posiedzenie trwało tego dnia do godziny 19:30. Tłum obecnych był tym razem jeszcze większy; niektórzy szacowali go na 5000 osób. Większość z nich stała na ulicy przed sądem przez pełne 5 godzin, pilnie wyczekując wiadomości o toczącej się wewnątrz rozprawie.
Do rozpatrzenia sprawy wyznaczono trzyosobowy zespół w następującym składzie: przewodniczący Antonio de Almeida Moura, a ławnicy Saudade e Silva i Bernardino de Sousa. Prokuratorem z ramienia rządu był dr Lopes de Melo, a obrońcą oskarżonych dr Vasco Almeida e Silva.
W pierwszej kolejności miał składać zeznania oskarżony Arriaga Cardoso. Był to jeden z owych dwóch kaznodziejów, więzionych przeszło 4 miesiące mimo braku jakiegokolwiek oskarżenia.
Początkowo przewodniczący sądu próbował wywołać wrażenie, że w Portugalii istnieje wolność religijna. „Nie jesteście oskarżeni o przynależność do nielegalnego stowarzyszenia”, oświadczył, zwracając się do Cardosy. „Nie sądzi się was za oddawanie czci Jehowie. Możecie sobie czcić Jehowę, tak samo jak Mahometa czy Buddę. Respektuje się u nas religię każdego człowieka, to znaczy, o ile nie wykracza ona poza ścisłe granice religijne. Konstytucja portugalska gwarantuje wolność wielbienia.”
Następnie jednak sędzia usiłował wykazać, iż gwarantowana przez konstytucję wolność wielbienia rzekomo nie odnosi się do takich religii, jak wyznanie świadków Jehowy. Według gazety lizbońskiej „Diario Popular” przewodniczący sądu oświadczył Cardosie między innymi, co następuje: „Nie ma wolności dla tego, kto wynajduje jakąś religię i w imieniu Boga czy kogokolwiek innego robi, co mu się podoba. Trzeba się podporządkować ludziom, którzy kierują sprawami na ziemi. (...) Jesteście w zasadzie oskarżeni ogólnie o nieposłuszeństwo wobec ustaw Narodu.”
W tym momencie 54-letni Cardoso, rodowity Portugalczyk, chciał sięgnąć po egzemplarz Biblii. Zamierzał wykazać, że zgodnie z nakazem biblijnym o podporządkowaniu się ziemskim „władzom zwierzchnim” świadkowie Jehowy respektują ustawy wszystkich rządów. (Rzym. 13:1) Nie są nieposłuszni ustawodawstwu żadnego ustroju, jeśli tylko nie koliduje ono z prawem Bożym. (Dzieje 5:29) Świadkowie Jehowy również nie są agitatorami politycznymi, ponieważ stosownie do słów Jezusa Chrystusa, że jego naśladowcy nie są częścią składową świata, nigdy nie angażują się w jakąkolwiek działalność polityczną. (Jana 17:16) Ale sędzia przewodniczący zaraz przerwał oskarżonemu, o czym „Diario Popular” tak donosił dalej:
„Tylko bez Biblii! Dla was znaczenie ma Biblia, a dla sądu — prawo. Biblia nie jest miernikiem działalności cywilnego społeczeństwa. Proszę na nią się nie powoływać; każdy tłumaczy ją na swój sposób i zgodnie z własnymi interesami. Biblia nie jest konstytucją naszego państwa. Sąd nie musi uznawać Biblii za konstytucję ustrojową republiki portugalskiej, tym bardziej w interpretacji jakiegoś Amerykanina’”.
Podsądnym nie był Amerykanin, lecz obywatel portugalski. I w przeciwieństwie do tego, co sugerował sędzia, oskarżony nie zmierzał do przedstawienia poglądów jakiegoś Amerykanina, lecz swoich własnych przekonań religijnych, opartych na Piśmie świętym. Mimo to sędzia uniemożliwił oskarżonemu dalsze składanie zeznań. Nie chciał nic słyszeć z Biblii.
PRAWO BOŻE NA PIERWSZYM MIEJSCU
A jednak Biblia nie może być odsunięta na bok, gdy chodzi o posłuszeństwo ustawom ludzkim. Przecież prawa biblijne są podwaliną, na której się opierają wszystkie sprawiedliwe prawa rządów ludzkich, a wobec tego posłuszeństwo względem nich obowiązuje nawet bardziej niż posłuszeństwo względem ustaw ludzkich. Taka była przez wieki opinia wybitnych jurystów i taką pozostała aż do naszych czasów.
Jeden z takich prawników, William Blackstone, trafnie wyraził tę opinię, oświadczając o prawie Bożym: „Jest [ono] oczywiście prawem bardziej wiążącym od każdego innego. Obowiązuje na całym globie ziemskim, we wszystkich krajach i po wsze czasy: żadne prawa ludzkie, pozostające z nim w sprzeczności, nie są ważne; a te, które są prawomocne, całą swą siłę, cały swój autorytet czerpią pośrednio lub bezpośrednio z tego praźródła.” (Chase: „Blackstone’s Commentaries on the Laws of England”; New York; Baker, Voorhis and Company, 1938, strony 5, 6) Nie jest więc żadnym uchybieniem, gdy ktoś się powołuje na Boski kodeks praw — na Biblię świętą. Świadkowie Jehowy nie mogą pominąć jej w swoim życiu.
Przewodniczący sądu twierdził: „Musimy przystosować Prawo boskie do praw ziemskich. Musimy patrzeć na sprawy logicznie. Czasami prawa boskie są omylne.” Ale świadkowie Jehowy nie zgadzają się z poglądem, jakoby prawa Boże były czasami „omylne”, to znaczy mijające się z prawdą i po prostu błędne. Wierzą, że Bóg i Jego Słowo jest prawdą oraz z całego serca i ze wszystkich sił starają się żyć w harmonii z Biblią. Czy to jest niesłuszne? Czy jest rzeczą niemoralną albo niechrześcijańską, gdy się prawo Boże przekłada ponad ludzkie, jeśli między nimi zachodzi sprzeczność?
Pierwsi chrześcijanie na czele z apostołami byli innego przekonania. Kiedy ich postawiono przed trybunałem żydowskim, Piotr i inni apostołowie na żądanie zaprzestania działalności kaznodziejskiej odpowiedzieli w ten sposób: „Trzeba bardziej słuchać Boga niż ludzi.” Rzeczywiście, Bóg dał apostołom polecenie, aby przeprowadzali służbę kaznodziejską, a oni ze swej strony zamierzali nadal być posłuszni Bogu bez względu na to, co powiedzą lub uczynią ludzie! Dlatego doniesienie biblijne wyjaśnia dalej: „Nie przestawali też codziennie w świątyni i po domach nauczać i zwiastować dobrą nowinę.” — Dzieje 5:27-29, 42.
W dobie obecnej świadkowie Jehowy nie są jedynymi ludźmi, którzy odpowiadają tak samo. Krajowy Sekretariat Katechizacji wydał niedawno w Portugalii książkę pióra A. Amarala pt. „Zasady naszej religii”, zaopatrzoną w rzymskokatolickie „Imprimatur”; na stronie 230 znajduje się tam pytanie: „Kiedy nie powinniśmy być posłuszni władzom?” A odpowiedź brzmi: „Nie powinniśmy być posłuszni władzom, kiedy każą nam uczynić coś, co jest sprzeczne z wolą Bożą. (Dzieje 5:29; Mat. 10:37)” Jeżeli więc świadkom Jehowy zarzuca się karalne nieposłuszeństwo z powodu głoszenia takiego poglądu biblijnego, to wszyscy katolicy w Portugalii powinni być oddani pod sąd z tym samym oskarżeniem. Świadkowie Jehowy nigdy nie opublikowali sformułowania ostrzejszego niż ów oficjalny, oparty na Biblii katolicki punkt widzenia. Skoro więc świadkowie Jehowy w Portugalii są obecnie z tego powodu ofiarami prześladowania ze strony władz, to co przyszłość niesie ich katolickim współobywatelom?
Naród portugalski, ogólnie biorąc, zgadza się z poglądem, iż posłuszeństwo wobec Boga należy stawiać na pierwszym miejscu; wskazuje na to choćby popularne hasło: „Bóg, ojczyzna i rodzina”. Bogu słusznie przyznano tu pierwszeństwo. Jeżeli władza państwowa to ignoruje, jeśli naigrawa się ze sprawiedliwych praw Bożych i je depcze, jak to miało miejsce w hitlerowskich Niemczech, wynikają z tego straszliwe zbrodnie wobec Boga i ludzkości.
UPRZEDZENIE SĘDZIÓW
Od samego początku rozprawy było rzeczą jasną, że sędziów wcale nie interesowało wysłuchiwanie zeznań oskarżonych. Nie dążyli do uzyskania dowodów, mogących służyć za podstawę do słusznego zawyrokowania, ponieważ systematycznie przeszkadzali i przerywali świadkom, uniemożliwiając im dalsze składanie zeznań. Nie ulegało wątpliwości, że decyzja już u nich zapadła! Widocznie z góry zaplanowali wyrok, zanim w ogóle zaczęła się rozprawa. Taki wymiar sprawiedliwości jest hańbą dla Portugalii!
Uprzedzenia w stosunku do świadków Jehowy wyraźnie rzucały się w oczy podczas całych trzech dni trwania rozprawy. Sędziowie lekceważyli nawet przyjęte w sądzie podstawowe zasady taktu. Według wypowiedzi pewnego prawnika portugalskiego rozprawa była „parodią, wielką ujmą dla sądownictwa portugalskiego i niesamowitym pokazem tego, jak nisko ono upadło”. Inny adwokat lizboński nazwał całą sprawę „komedią”.
Sędziowie porzucili zacne funkcje przysługujące wysokiemu sądowi i woleli występować w roli urzędników śledczych, oskarżycieli i szyderców usiłujących ośmieszyć oskarżonych i ich przekonania religijne. Często ten sam sędzia, który zadał podsądnemu pytanie — jeśli odpowiedź nie była po jego myśli — przerywał mu i zmuszał do milczenia, zanim podsądny zdołał jeszcze cokolwiek dodać. W kilku wypadkach obrońca poczuł się zmuszony do interwencji i stanowczego zaprotestowania przeciw niegodnemu sposobowi wyrażania się sędziów. Przypominał im, że zadanie ich nie polega na stawianiu zarzutów, ale że mają na podstawie przedstawionych dowodów rozstrzygnąć, czy oskarżeni są rzeczywiście winni zarzucanych im czynów.
Kiedy pod koniec pierwszego dnia miał składać zeznania oskarżony Afonso Costa Mendes, lat 54, sędzia Bernardino de Sousa wybuchnął potokiem nieprzemyślanych twierdzeń, aż przykrych do wysłuchiwania. Usiłując wykazać, że działalność kaznodziejska świadków Jehowy stwarza wrogie nastroje, powiedział, jakoby pewien człowiek mu oświadczył: „Temu świadkowi, który podszedł do moich drzwi, najchętniej dałbym kopa w brzuch.” Sędzia zapewniał, iż religia ich wywołuje czyny gwałtowne oraz rozbija rodziny, podburzając jednych członków przeciwko drugim. Obrońca usiłował zaprotestować przeciw tego rodzaju zarzutom, lecz sędzia, wywołując następnego oskarżonego, nie dopuścił go do głosu.
Przesłuchanie tej osoby oskarżonej udowodniło wszakże, jak dalece mylne były twierdzenia uprzedzonego sędziego. Obrońca spytał:
„Czy jest pani zamężna?”
„Tak.”
„Czy małżonek pani jest świadkiem Jehowy?”
„Nie.”
„Jak układają się stosunki domowe między panią a współmałżonkiem?”
„Od czasu, gdy stałam się świadkiem Jehowy, staram się być dobrą, chrześcijańską żoną, i to spowodowało, że w naszym małżeństwie sprawy układają się szczęśliwie.”
W tym miejscu obrońca zwrócił się do sędziego i wskazał, że jest to odpowiedź na bezpodstawne zarzuty, jakie ten dopiero co wysunął pod adresem świadków Jehowy.
Następnego oskarżonego wywołanego do składania zeznań sędzia spytał, czy kiedyś już stawał przed sądem.
„Tak” — odpowiedział oskarżany.
„Pod jakim zarzutem?” — spytał sędzia.
„Za gwałt.”
Sędzia natychmiast podchwycił tę okoliczność. „Popatrzcie” — zawołał — „jaką to religię wyznają świadkowie Jehowy!”
Obrońca jednak spytał następnie oskarżonego, czy wówczas, gdy zgwałcił dziewczynę, był świadkiem Jehowy.
„Oczywiście, że nie!” — odpowiedział. „Gdybym był wtenczas świadkiem Jehowy, nigdy bym się tego nie dopuścił, w owym czasie byłem praktykującym katolikiem.”
W ciągu drugiego dnia procesu sędziowie nie szczędzili wysiłków, aby oczernić oskarżonych; między innymi wysunęli twierdzenie, iż wierzenia ich pochodzą z Ameryki. Świadkowie obrony ze swej strony wykazali na podstawie dowodów, że to, w co wierzą, opiera się na Biblii portugalskiej. Kiedy jednakże powoływano się na świadectwo Pisma świętego, sędziowie zmieniali temat, przerywali składanie zeznań, aż w końcu jeden z nich wrzasnął na cały głos: „Czy mamy zamienić to miejsce na Salę Królestwa? My zajmujemy się tu tylko rozważaniem kwestii prawnych!”
Podczas tego samego posiedzenia Sądu, gdy świadek obrony Armando Monteiro przekonywająco wyjaśniał chrześcijańską pozycję neutralności, przestrzeganą przez świadków Jehowy w Portugalii, sędzia okazał krańcowe niezadowolenie. Oświadczył, że sądu to absolutnie nie interesuje i odebrał Monteirze głos, uniemożliwiając mu dalsze składanie zeznań. Obrońca zaprotestował przeciw takiemu despotycznemu i samowolnemu potraktowaniu świadka. Przytoczono dalszy argument. Wynik posiedzenia był taki, że ze strony obrony nie dopuszczono już do rozprawy żadnego świadka, z wyjątkiem tzw. „deklarantów”. Tym można według prawa w każdej chwili przerywać składanie zeznań, a obrońca może im stawiać pytania tylko za pośrednictwem sędziego. Sędziowie usiłowali więc tym sposobem spętać obronę.
Mimo dostarczonych w trakcie rozprawy dowodów wykazujących, iż oskarżeni są nienagannymi, przestrzegającymi prawa obywatelami portugalskimi, sędziowie uparcie trzymali się swego stanowiska nacechowanego uprzedzeniem. W drugim dniu procesu, gdy obrońca zwrócił sędziemu uwagę, że twierdzenie akurat przez niego wysunięte zaprzecza którejś z jego własnych wcześniejszych wypowiedzi, ten odparł mu dla zbagatelizowania sprawy: „Jest pan stary i powinien pan uważać, żeby lepiej słyszeć.” Kiedy zgłoszona została prośba, aby pisano coś w rodzaju protokołu przebiegu procesu, sąd nie przychylił się do tego. Było rzeczą oczywistą, że władzom zależało na tym, aby nic z tego, co się działo na rozprawie, nie doczekało się opublikowania. Dlaczego?
Ponieważ każdy uczciwy człowiek, zbadawszy dowody, byłby przerażony skandalicznymi uchybieniami procesowymi. Osoba nieuprzedzona zapewne nie potrafiłaby sobie przedstawić, w jaki sposób sędziowie na podstawie przedłożonego materiału dowodowego mogli skonstruować takie orzeczenie, jakie w końcu wydali. Nic dziwnego, że nie wolno było prowadzić żadnych notatek z tego, co działo się na rozprawie.
UCHYBIENIA PROCESOWE
Przez całe trzy dni rozprawy oskarżyciel publiczny nie powołał ani jednego świadka! Co więcej, nie podjął żadnego wysiłku, by wziąć w krzyżowy ogień pytań któregokolwiek z oskarżonych lub świadków stawionych przez obronę! Niczemu właściwie nie zaprzeczał. Nie wysunął dosłownie żadnego argumentu. Podczas całej rozprawy nie przedstawiono ani jednego faktu czy choćby najmniejszego dowodu, który by potwierdzał, iż świadkowie Jehowy są winni zarzucanych im przestępstw! Oskarżyciel publiczny w gruncie rzeczy nie wyrzekł prawie ani słowa.
Pogwałcenie prawa procesowego i bezpodstawność wydanych wyroków skazujących oskarżonych na uwięzienie widać jasno w świetle portugalskiego kodeksu postępowania karnego; przygotowania powództwa przeciw oskarżonym dotyczy artykuł 359 tego kodeksu, paragraf 3, który brzmi:
„[Akt oskarżenia powinien zawierać:] ‚Wnikliwy i szczegółowy opis faktów stanowiących naruszenie prawa, a jeśli to jest możliwe, miejsce i czas, w których one się zdarzyły, przyczynę, dla której zaistniały, stopień udziału w nich oskarżonego oraz okoliczności poprzedzające, towarzyszące lub następujące po naruszeniu prawa, mogące zwiększyć lub złagodzić winę sprawcy’”.
Jedynym faktem dotyczącym oskarżonych, przedstawionym w 416-stronicowym akcie oskarżenia i podczas rozprawy, było to, że zebrali się na studium biblijne w określonym czasie i miejscu. Nie przytoczono żadnego dowodu na to, że oskarżeni wygłaszali wobec kogokolwiek jakieś poglądy, zupełnie już pomijając okoliczność, co przy tym ewentualnie mówili. Nie ustalono nawet, o czym była mowa na tym zebraniu! Rzecz więc jasna, iż wymagania prawa portugalskiego co do ‚szczegółowego opisu faktów stanowiących naruszenie prawa’ oraz ‚miejsca i czasu, w którym się zdarzyły’, nie zostały dopełnione! I nic dziwnego, że prawnicy portugalscy nazwali rozprawę „parodią”, „komedią” oraz „uchybieniem sprawiedliwości”.
Praktycznie biorąc, całe 3 dni rozprawy: 23 czerwca, 30 czerwca i 7 lipca, zajęło składanie zeznań przez oskarżonych oraz przez świadków obrony i „deklarantów”. W ostatnim dniu procesu obrońca oskarżonych wykazał w swoim końcowym przemówieniu, iż podsądni nie popełnili żadnego przestępstwa. Są to po prostu chrześcijanie, kontynuujący tę samą działalność, którą rozpoczęli Jezus i jego pierwsi naśladowcy. Z naciskiem zwrócił uwagę sądu na okoliczność, że absolutnie nie przedłożono żadnego dowodu, iż „stanowią ruch polityczny”, szerzą „niepokoje i wywrotowość wśród mas ludowych” lub nawołują do nieposłuszeństwa wobec zasad i przepisów porządku publicznego. Z kolei przemówić miał prokurator. Podniósł się z miejsca i ku zaskoczeniu wszystkich obecnych powiedział tylko: „Proszę o wymierzenie sprawiedliwości.”
Ale jest rzeczą jasną, że sprawiedliwości nie stało się zadość. Ten pokazowy proces był istotnie parodią! Dwa dni później cała grupa 49 oskarżonych skazana została na karę więzienia. Przeciw temu wyrokowi złożono apelację w portugalskim Najwyższym Trybunale Sprawiedliwości.
NAUKI BYNAJMNIEJ NIE WYWROTOWE
W związku ze wzmożoną akcją militarną Portugalii w Afryce fakt, że pewni młodzi ludzie z przyczyn skrupułów sumienia wzbraniają się od noszenia broni i zabijania innych ludzi, został ostatnio wyzyskany do przedstawienia świadków Jehowy jako ugrupowania buntowniczego, działającego przeciw prawu i wywrotowego. Podczas rozprawy sądowej oskarżeń tych jednak nie dało się udowodnić. Tylko jeden z 49 podsądnych osobiście odmówił pełnienia służby wojskowej. Zresztą 35 spośród nich to były niewiasty! Ponadto nikt z oskarżonych nie zachęcał innych do odmowy noszenia broni.
Obrona przedstawiła natomiast dowody, że świadkowie Jehowy nie doradzają nikomu ani nie zachęcają nikogo do łamania praw i ustaw któregokolwiek rządu! Publikacje ich wyjaśniają nawet, iż nie należy nikogo skłaniać do uchylania się od służby wojskowej, od składania hołdu sztandarowi lub wykonywania jakichkolwiek innych obowiązków nałożonych przez rząd. W drugim dniu procesu powołany przez obronę świadek Jose Maria Lanca zdołał to udowodnić, odczytując przed sądem fragment oficjalnego organu świadków Jehowy, to jest czasopisma „Strażnica”; w wydaniu tej publikacji z 15 grudnia 1957 roku (w artykule pt. „Wyzwolenie za nienaganność wobec Boga”, wydanym po polsku na początku roku 1958) można na stronie 756 znaleźć następujące oświadczenie:
„Dzięki mądrości Jehowy Boga natchnione za Jego sprawą Pismo święte powstrzymuje się od udzielania bezpośrednich rad. Pismo to wyłuszcza jedynie teokratyczne zasady, którymi powinni się kierować chrześcijanie, a następnie pozostawia już samym oddanym chrześcijanom (...) zachowanie nienaganności wobec Boga. Poza wyjaśnianiem prawdziwych, biblijnych zasad chrześcijańskich nikt z poszczególnych chrześcijan ani żadna grupa chrześcijan nie ma nałożonego przez Boga zadania czy obowiązku, żeby udzielać innemu chrześcijaninowi bezpośrednich wskazówek, jak należy postąpić w danej sprawie. Każdy musi osobiście zadecydować, jak ma postąpić.”
Najbardziej rozpowszechniony podręcznik biblijny świadków Jehowy, książka pt. „Niech Bóg będzie prawdziwy”, również stwierdza wyraźnie na stronie 162: „Jeżeli jakiś obywatel chce złożyć hołd chorągwi czy sztandarowi lub wstąpić do sił zbrojnych jakiegoś narodu, to ma prawo to uczynić, a świadkowie Jehowy uważają za niesłuszne ze swej strony przeciwstawiać się zamiarom takiej osoby lub potępiać ją. Nie próbują nawrócić świat na odmowę składania hołdu chorągwiom czy na uchylanie się od noszenia broni.”
Gdyby więc ktoś spośród 49 oskarżonych czynił to, o co go oskarżano, czyli gdyby nawoływał do nieposłuszeństwa wobec ustaw i dekretów rządowych w sprawie noszenia broni lub oddawania czci sztandarom, to tym samym wystąpiłby również przeciw naukom głoszonym w chrześcijańskim zborze świadków Jehowy. Toteż nie należy się dziwić, że przed sądem nie udało się nikomu przedstawić żadnych dowodów, które by potwierdzały, iż oskarżeni są winni zarzucanych im przestępstw!
Rząd portugalski może być pewny, że nigdy nie wykryje, iż świadkowie Jehowy uczestniczą w działalności wywrotowej, zagrażającej bezpieczeństwu państwa, gdyż trzymają się oni chrześcijańskiej zasady absolutnej neutralności wobec rządów świeckich. Zostało to jasno wykazane przed sądem, chociaż sędziowie raz po raz podejmowali wysiłki zmierzające do pomieszania szyków świadkom składającym zeznania. Ponieważ nie prowadzono żadnego protokołu sądowego, jak również nie zezwolono na opublikowanie w Portugalii uzasadnienia ich neutralnego stanowiska, jest rzeczą słuszną i wskazaną, aby chociaż w tym miejscu przedstawić pokrótce fakty związane z tą sprawą, które miały pójść w zapomnienie.
OBRONA STANOWISKA NEUTRALNEGO
Jak to podsądni niejednokrotnie wyjaśniali innym ludziom, Jezus i jego uczniowie podali zasady, którymi poszczególni chrześcijanie mieli się kierować w postępowaniu wobec rządów świeckich. Sam Jezus na przykład nie opowiedział się za żadną ze stron w rozgrywkach politycznych między Rzymem a pewnym ugrupowaniem nacjonalistycznie nastawionych Żydów, lecz na zadane mu pytanie w sprawie płacenia podatków odpowiedział: „Ukażcie mi grosz. Czyj ma obraz i napis? Odpowiedziawszy rzekli mu: Cesarski, i rzekł im: Oddajcież tedy, co jest Cesarskiego, Cesarzowi; a co jest Bożego, Bogu.” — Łukasza 20:24, 25 według brzmienia katolickiego przekładu ks. Wujka w wydaniu oryginalnym z roku 1599.
Oczywiście podatki należą się rządom świeckim (które wówczas reprezentował cesarz), a świadkowie Jehowy bez szemrania płacą przypadające na nich podatki, ale jak wygląda sprawa z tym, co jest Bożego? Co się należy Jemu? Tamci podsądni są przekonani, że kto sprawę rozważy uczciwie, ten przyzna, że żaden człowiek ani też ziemski rząd nie dał chrześcijaninowi życia; otrzymał je od Boga! Zapytują więc: Czy w takim razie sama logika rzeczy nie wymaga, aby chrześcijanin zadecydował, iż jego wielbienie i życie będzie zastrzeżone dla Boga i tylko Jemu oddane? Skoro chrześcijanin stawiłby swe życie do dyspozycji polityki jakiegoś rządu, aby następnie stracić je w konflikcie zbrojnym, to jakie życie pozostałoby mu do oddania Bogu?
Wykazano przed sądem, że we wszystkich krajach decyzję co do noszenia broni każdy świadek Jehowy podejmuje osobiście. Stanowisko, jakie zajmie, nie wynika z bezpośredniego nacisku ze strony społeczności świadków Jehowy. Podobne stanowisko zajmują także ludzie należący do innych organizacji religijnych, z których do najbardziej znanych należy rzymskokatolik Franz Jägerstätter. Młodzieniec ten podczas drugiej wojny światowej odmówił udziału w walkach po stronie armii hitlerowskiej i za swą zdecydowaną postawę został stracony przez ścięcie. Niejedni katolicy na podstawie jego silnych przekonań religijnych uważają go za świętego.
Jakże w takim razie przedstawia się sprawa tych katolików w Portugalii, co z przyczyn skrupułów sumienia występują przeciwko wojnie i zabijaniu? Zawsze przecież istnieli tacy, którzy tego rodzaju katolickie nauki, jak: „Nie będziesz zabijał”, oraz: „Będziesz miłował bliźniego swego, jak siebie samego” — interpretowali w ten sposób, że nie wolno zabijać. (2 Mojż. 20:13; Mat. 22:39) Czy w Portugalii całe parafie katolickie mają być aresztowane przez policję i osadzone w więzieniu z tego powodu, że paru katolików o silnych przekonaniach religijnych świadomie przeciwstawia się wojnie? Czy należy oddać pod sąd, skazać i wtrącić do więzień kobiety z nieletnimi dziećmi oraz starców tylko dlatego, że ktoś z ich zboru odmawia pełnienia służby wojskowej? A tak właśnie postąpiono ze świadkami Jehowy! Niebawem i na innych ludzi religijnych może nadejść kolej, aby doznali podobnego potraktowania. Czy ty, czytelniku, pochwalasz takie postępowanie?
POSŁOWIE KRÓLESTWA BOŻEGO
Świadkowie Jehowy z całego serca starają się iść za przykładem Jezusa Chrystusa i jego naśladowców z pierwszego stulecia. Przed sądem wykazano, że ci chrześcijanie zostali określeni w Biblii jako posłowie niebiańskiego rządu Bożego. „Chrystusa posłami jesteśmy,” oświadczył kiedyś apostoł Paweł. Uwięziony później przez Rzymian, Paweł mówił o sobie: „Sprawuję poselstwo, dźwigając kajdany.” — 2 Kor. 5:20; Efez. 6:20, Kow.
Poseł ma obowiązek niewdawania się w sprawy polityczne kraju, w którym pełni służbę. Starano się wyjaśnić sądowi, iż rzecz przedstawia się podobnie z posłem chrześcijańskim. Jako prawdziwemu chrześcijaninowi nie przystoi mu wikłać się w działalność polityczną czy militarną innego rządu. Nie może również angażować się do jakiejkolwiek pracy na rzecz państwa, zorganizowanej w miejsce służby wojskowej.
Podstawę do takiego wniosku daje świadectwo Jezusa Chrystusa. Wyjaśniając uczniom zasadę trzymania się z dala od świata, powiedział im: „To wam przykazuję: abyście się społecznie miłowali. Jeźli was świat nienawidzi: wiedzcie, iż mnie pierwej niż was nienawidził. Byście byli z świata: świat by co jego było miłował. Lecz iżeście nie są z świata, alem ja was wybrał z świata, przetoż was świat nienawidzi.” Ze słów tych jasno wynika, że uczniowie Jezusa mieli trzymać się z dala od świata. Świadkowie Jehowy w Portugalii po prostu starają się brać z nich przykład. — Jana 15:17-19; Jak. 4:4; 1 Jana 2:15-17, Wk, 1599.
Czy jednak rząd portugalski zezwoli chrześcijanom doby obecnej kroczyć swobodnie śladami Jezusa i jego pierwszych uczniów? Czy też okaże się współczesnym przeciwnikiem Boga, kontynuując prześladowanie świadków Jehowy? Portugalscy urzędnicy uczyniliby dobrze, gdyby zwrócili uwagę na mądrą radę nauczyciela prawa działającego w pierwszym stuleciu naszej ery, imieniem Gamaliel, który oświadczył: „Odstąpcie od tych ludzi i puśćcie ich. Jeżeli bowiem od ludzi pochodzi ta myśl czy sprawa, rozpadnie się, a jeśli rzeczywiście od Boga pochodzi, nie potraficie ich zniszczyć i może się czasem okazać, że walczycie z Bogiem.” — Dzieje 5:38, 39, BT.
OKAZYWANIE MIŁOŚCI CHRYSTUSOWEJ
Między innymi zwrócono uwagę sądu na okoliczność, że podstawę neutralnego stanowiska podsądnych stanowi również zasada miłości na wzór Chrystusa. Jezus Chrystus dał swoim naśladowcom nakaz: „Miłujcie się wzajemnie! Jak ja was umiłowałem, tak macie wy także wzajemnie się miłować. Po tym wszyscy poznają, że jesteście uczniami moimi, jeżeli miłość mieć będziecie jedni ku drugim.” (Jana 13:34, 35, Kow) Miłość Jezusa nie ogranicza się do wybranej narodowości — Francuzów, Niemców, Portugalczyków, Japończyków czy Amerykanów. Miłuje on wszystkich sprawiedliwie usposobionych ludzi, bez względu na ich narodowość albo miejsce urodzenia.
A skoro tak, to podsądni pytali: Gdyby Chrystus dzisiaj przebywał na ziemi, do jakich sił zbrojnych by wstąpił? Czy zwalczałby i zabijał ludzi innej rasy bądź narodowości? Bez względu na to, co o tym myśli sąd portugalski, świadkowie Jehowy nie wierzą, by Jezus w jakichkolwiek okolicznościach chwycił za karabin i zastrzelił kogoś należącego do innej rasy lub narodowości albo żeby pchnął go w brzuch bagnetem. Nie potrafią żadną miarą pogodzić takiego postępowania z nakazem, jaki Jezus dał swym naśladowcom odnośnie do wzajemnej miłości. Zapytują więc: Jakże prawdziwy chrześcijanin mógłby przyłączyć się do przedsięwzięcia, które by od niego wymagało wyruszenia na pole bitwy celem uśmiercenia swoich chrześcijańskich braci w innych krajach?
Posłuszni z zasady ustawom kraju, chrześcijanie zajmują stanowisko apostołów, jeśli naród domaga się czegoś bezpośrednio wykraczającego przeciw sprawiedliwym nakazom Słowa Bożego; a apostołowie oświadczyli: „Więcej trzeba słuchać Boga, niż ludzi.” Jak już wiemy, tego samego stanowiska broni Kościół rzymskokatolicki w Portugalii, traktując je jako prawdziwie chrześcijańskie. Ponieważ świadkowie Jehowy są obecnie prześladowani za przestrzeganie tego nakazu, warto się zastanowić, czy istnieje gwarancja, że wkrótce także inni ludzie nie będą prześladowani za głoszenie takich nauk? — Dzieje 5:29, Wk, 1599.
STANOWISKO PIERWSZYCH CHRZEŚCIJAN
Czy powyższe stanowisko, uwzględnione w naukach katolickich a praktykowane przez świadków Jehowy, jest bez precedensu? Jak pierwsi chrześcijanie zapatrywali się na zaangażowanie w sprawy polityczne? Czy służyli w armiach świeckich narodów? Na co wskazują wiarogodne fakty historyczne?
Zapoznanie się z dokładnymi danymi co do wczesnego chrystianizmu wyjawi, że pierwsi chrześcijanie trzymali się pozycji ściśle neutralnej w stosunku do zagadnień politycznych poszczególnych narodów. Zwróćmy uwagę na komentarze, zaczerpnięte z kilku zaledwie takich dzieł:
„Gorliwi chrześcijanie nie służyli w siłach zbrojnych ani nie przyjmowali stanowisk politycznych.” — Habberton, Roth i Spears: „World History, the Story of Man’s Achievements” (Historia powszechna — Dzieje osiągnięć ludzkich), str. 117; wydane w River Forest, stan Illinois, 1962.
„Chrześcijanie byli cudzoziemcami i pielgrzymami w otaczającym ich świecie; obywatelstwo ich było niebiańskie; królestwo, którego wyczekiwali, nie było z tego świata. Konsekwentny brak zainteresowania sprawami państwowymi od samego początku stał się cechą charakterystyczną chrystianizmu.” — E.G. Hardy, rektor kolegium jezuickiego w Oksfordzie: „Christianity and the Roman Government” (Chrystianizm a rząd rzymski), str. 39; Londyn, 1925.
Historyk brytyjski C.J. Cadoux bardzo trafnie ujął bezkompromisową postawę wczesnych chrześcijan, pisząc na stronach 245 i 246 swej książki pt. „The Early Christian Attitude on War” (Stanowisko pierwotnych chrześcijan wobec wojny):
„Pierwsi chrześcijanie dosłownie pojmowali wypowiedzi Jezusa; wpajane im nauki odnośnie do życzliwości i niestawiania oporu rozumieli w sensie literalnym. Ściśle utożsamiali swoją religię z pokojem; kategorycznie potępiali wojnę z powodu rozlewu krwi, jaki pociągała za sobą; stosowali do siebie proroctwo Starego Testamentu, które przepowiada zamianę oręża wojennego na narzędzia rolnicze [Izaj. 2:4]. (...) Poza nader nielicznymi wyjątkami aż do czasów Marka Aureliusza (A.D. 161 do 180) nie było żołnierzy, którzy by się przyłączyli do Kościoła i nadal pozostawali żołnierzami. Nawet jeszcze w tych czasach uchylanie się od służby wojskowej było normalnym zjawiskiem wśród chrześcijan, o czym świadczą zarzuty Celsusa (A.D. 177 do 180). (...) Nauki Jezusa stosowano do kwestii służby wojskowej w sposób niedwuznaczny.”
Prawdą jest, że wola chrześcijan, aby się nie angażować w sprawy światowe, nie była respektowana przez władców pogańskich, ponieważ ludzie ci nie mieli żadnego zrozumienia dla nauk Jezusa Chrystusa, lecz wola ta nie powinna być niezrozumiała dla urzędników narodu pretendującego do miana chrześcijańskiego.
Rzecz jasna, że stanowisko zajmowane przez świadków Jehowy w Portugalii nie jest bez precedensu. Jezus podał zasady, w myśl których mieli postępować jego uczniowie, a pierwsi chrześcijanie pozostali im wierni, czego dowodzą fakty historyczne. Świadkowie Jehowy w Portugalii pragną po prostu iść za ich przykładem. Chcą jedynie praktykować prawdziwy chrystianizm. Apelują do władz portugalskich, aby im zezwolono czynić to bez narażania się na przykrości. Władze portugalskie nie poniosą szkody, lecz wyjdzie im to tylko na dobre, gdy w swoim kraju dopuszczą wolność wielbienia.
NA CO ZDOBYLI SIĘ INNI
Działalność świadków Jehowy obejmuje blisko 200 krajów świata, w których aktywnie pracuje sporo ponad milion głosicieli Królestwa Bożego. Neutralne ich stanowisko znają więc narody całej ziemi. Niejeden z tych krajów w ten czy inny sposób zadbał o to, aby świadkowie Jehowy byli zwolnieni od pełnienia służby wojskowej, ponieważ uznano, że są to ludzie dobrzy, przynoszący wiele pożytku społeczeństwu. Sprawa traktowania świadków Jehowy była na przykład niedawno przedmiotem obrad parlamentu szwedzkiego. Jaka zapadła decyzja?
Po kilkugodzinnych debatach uchwalono ustawę zawierającą ważne postanowienie w stosunku do świadków Jehowy. Szwedzka gazeta „Freden” w numerze z 10 czerwca ubiegłego roku zawierała w artykule redakcyjnym następujący komentarz: „Świadkowie Jehowy będą więc w przyszłości po indywidualnym rozpatrzeniu każdego wypadku zwolnieni od pełnienia obowiązkowej służby wojskowej z zastosowaniem tej nieskomplikowanej metody, że po prostu nie będą powoływani. Riksdag szwedzki zasłużył sobie na wyrazy uznania za powzięcie takiej decyzji, która rozwiązuje kwestię dotychczas uważaną za niemożliwą do rozwiązania. Szwecja pod tym względem może służyć innym krajom za przykład godny naśladowania.”
Na co zdobędzie się Portugalia? Decyzja w tej sprawie należy do urzędników państwowych Portugalii. Bacznie będzie ich obserwował świat, przede wszystkim jednak będą musieli Bogu zdać sprawę z tego, jak traktują Jego sług.
PRZEŚLADOWANIA TRWAJĄ
Dlaczego świadkowie Jehowy są w Portugalii tak prześladowani? Winę za to ponoszą głównie pewni przedstawiciele Kościoła katolickiego. Rozwinęli oni fałszywą propagandę, ziejącą nienawiścią do świadków Jehowy. Na przykład latem roku 1963 z inicjatywy księdza katolickiego Jao de Sousa przedstawiono w Lizbonie cykl audycji telewizyjnych, ukazujących świadków Jehowy w jak najgorszym świetle. Później ten sam duchowny opublikował książkę, zawierającą jeszcze więcej bezpodstawnych insynuacji. Wynikiem tego były prawie natychmiastowe najścia policji na domy świadków Jehowy. Donosząc o masowym aresztowaniu świadków Jehowy, przeprowadzonym dwa lata temu w dniu 27 listopada, nawet radio duńskie zwróciło uwagę słuchaczy na odpowiedzialność Kościoła. Komentator wiadomości oświadczył: „Zarówno w Portugalii, jak i w Hiszpanii, od dłuższego czasu prześladuje się świadków Jehowy, ponieważ Kościół katolicki nie aprobuje działalności tego wyznania.”
Przez wywieranie nacisku na urzędników i podburzanie swoich parafian kler katolicki doprowadził do wszczęcia prześladowań świadków Jehowy, zgoła przypominających inkwizycję. Jak kraj długi i szeroki oraz w prowincjach zamorskich włamywano się do ich mieszkań i miejsc zgromadzeń, konfiskowano mienie, a samych świadków Jehowy aresztowano i osadzano po więzieniach. Przetrzymywano ich tam całymi dniami, tygodniami, a nawet miesiącami, pomimo braku jakiegokolwiek oskarżenia. Takie rzeczy działy się w Lizbonie, Luandzie, Aveiro, Porto, Setubalu, Caldas da Rainha, po prostu w każdym mieście mniejszym lub większym, zarówno na terenie samej Portugalii, jak i w prowincjach zamorskich.
Zamiast się uspokoić, tego rodzaju prześladowania ze strony władz portugalskich ciągle się potęgują. Nawet w dniu 9 lipca ub. r., czyli akurat wtedy, kiedy wydano wyrok na 49 oskarżonych, policja wtargnęła do mieszkań licznych świadków Jehowy i skonfiskowała im literaturę biblijną. Kilka dni później, kiedy setki świadków Jehowy przygotowywały się do wyjazdu na zgromadzenie biblijne, mające się odbyć na terenie Francji — około 150 osobom bez jakiegokolwiek uzasadnienia odmówiono wydania paszportów. Czy Portugalia zamierza pozbawić swoich obywateli wszelkich swobód, włącznie ze swobodą poruszania się?
Sytuacja taka jest niebezpieczna. Jeżeli ciemiężycielskie władze zaczynają pozbawiać swobody jedną grupę ludzi, to do odebrania swobód innym obywatelom pozostaje tylko jeden mały krok. Fałszywe oskarżenia, masowe aresztowania i skazywanie świadków Jehowy to ostrzeżenie, że zagrożona jest nie tylko wolność religijna, ale także inne swobody, którymi cieszą się mieszkańcy Portugalii.
CO JESZCZE UCZYNIONO
Po wydaniu skazującego wyroku na 49 oskarżonych władze portugalskie nie zarządziły natychmiastowego wykonania kary, ponieważ przeciwko temu wyrokowi złożono apelację do sądu wyższej instancji. Niemniej nad nimi wszystkimi zawisła groźba uwięzienia, a także grzywien przewyższających znacznie ich możliwości finansowe. W razie uprawomocnienia wyroku powstałaby trudna sytuacja. Wśród oskarżonych są mężowie i ojcowie, których rodziny zostałyby pozbawione żywicieli, oraz matki, których nieletnie dzieci pozostałyby bez koniecznej dla nich opieki i nadzoru.
Władze portugalskie mogą być zdania, że sposób traktowania chrześcijan w tym kraju jest sprawą wewnętrzną. Jesteśmy jednak innego przekonania i żywimy przeświadczenie, że miliony uczciwych ludzi tak w Portugalii, jak i na całym świecie są głęboko przejęte tym, co dzieje się z tamtymi szczerymi chrześcijanami w Portugalii. Zresztą mnóstwo takich ludzi faktycznie oburzyło się na owo prześladowanie mniejszości religijnej i nawet już wyraziło swój protest na piśmie. Wielu było wśród nich czytelników „Strażnicy” — pisma, które obecnie ukazuje się oficjalnie w 71 językach przy łącznym nakładzie 4 850 000 egzemplarzy — tym bardziej, że w innojęzycznych (oficjalnych) wydaniach „Strażnicy” zamieszczono pełne adresy czołowych osobistości państwowych Portugalii i zachęcono czytelników do przedstawienia im swej opinii. Tak więc zarówno premier portugalski, Doutor Antonio de Oliviera Salazar, jak i prezydent republiki, Contra-Almirante Americo Deus Rodrigues Tomas, oraz minister spraw wewnętrznych, minister sprawiedliwości, minister spraw zagranicznych, minister stanu, dyrektor policji międzynarodowej i bezpieczeństwa państwowego, a także ambasadorzy i konsulowie portugalscy w poszczególnych krajach — otrzymali niezliczoną ilość telegramów i listów, których autorzy wyrazili w nich swoją postawę wobec haniebnego pogwałcenia sprawiedliwości, jakim była opisana powyżej parodia procesu przeciw 49 chrześcijanom.