BIBLIOTEKA INTERNETOWA Strażnicy
BIBLIOTEKA INTERNETOWA
Strażnicy
polski
  • BIBLIA
  • PUBLIKACJE
  • ZEBRANIA
  • w71/6 ss. 16-23
  • Wolność religijna w Kamerunie zniesiona!

Brak nagrań wideo wybranego fragmentu tekstu.

Niestety, nie udało się uruchomić tego pliku wideo.

  • Wolność religijna w Kamerunie zniesiona!
  • Strażnica Zwiastująca Królestwo Jehowy — 1971
  • Śródtytuły
  • WYBORY PREZYDENCKIE
  • NACISK WYWIERANY NA ŚWIADKÓW JEHOWY
  • ROZKIEŁZNANA BRUTALNOŚĆ
  • CO JESZCZE POPRZEDZIŁO WYDANIE ZAKAZU
  • WYBORY DO PARLAMENTU I DALSZE OKRUCIEŃSTWA
  • DLACZEGO WYDANO ZAKAZ?
  • PRAWODAWSTWO KAMERUNU
  • ŚWIADKOWIE JEHOWY NIE SĄ NIEBEZPIECZNI DLA RZĄDÓW
  • STRATA DLA KAMERUNU
Strażnica Zwiastująca Królestwo Jehowy — 1971
w71/6 ss. 16-23

Wolność religijna w Kamerunie zniesiona!

CHWYTANO i bito kobiety. Jedną z nich poturbowano tak dotkliwie, że pięciokrotnie traciła przytomność. Niektóre z maltretowanych były chore i życiu ich zagraża poważne niebezpieczeństwo.

Mężczyzn katowano niemiłosiernie aż do utraty przytomności. Jednemu z nich wymierzono dwadzieścia uderzeń, potem dalszych sto, a następnie bito go po raz trzeci.

Na podstawie fałszywych oskarżeń aresztowano setki ludzi. Niektórych ponad tydzień przetrzymywano w celach więziennych pozbawionych podstawowych urządzeń sanitarnych. Dwunastu zamknięto do celi o wymiarach około 2 x 2,5 x 3 metry, przy czym dało się tam naliczyć zaledwie 16 otworków umożliwiających wymianę powietrza. Niejedni całymi dniami nie dostawali nic do jedzenia, ani nie opatrywano im ran.

Do zaistnienia opisanych powyżej oraz wielu podobnych wypadków przyczyniło się oficjalne stanowisko władz. Gdzie? Czy te okrucieństwa to relacja z hitlerowskich obozów koncentracyjnych? A może ofiarami byli pospolici przestępcy?

Otóż nie: to, co będziesz czytał, jest opisem wydarzeń, jakie ostatnio miały miejsce w Afryce, ściślej mówiąc w Kamerunie. A ofiary tej potwornej brutalności? Nie byli to przestępcy — mordercy, złodzieje, sabotażyści ani wywrotowcy. Wręcz przeciwnie, najbardziej pokojowo usposobieni i uczciwi obywatele kraju!

Cała ta krytyczna sytuacja osiągnęła szczytowe nasilenie, gdy na pierwszej stronie gazety La Presse du Cameroun z dnia 14 maja 1970 roku ukazał się tłustym drukiem nagłówek: „STOWARZYSZENIE ŚWIADKÓW JEHOWY W KAMERUNIE ZAKAZANE podpisanym wczoraj rozporządzeniem Prezydenta”.

Dalej gazeta donosiła: „Na mocy rozporządzenia Szefa Państwa, podpisanego w dniu wczorajszym, ugrupowanie występujące pod nazwą świadków Jehowy zostało urzędowo rozwiązane. (...) Działalność tego stowarzyszenia jest zakazana na całym obszarze Republiki Związkowej Kamerunu”.

Dlaczego rząd Kamerunu przedsięwziął tak drastyczne kroki przeciw społeczności religijnej, znanej na całym świecie ze swej pokojowej i zdyscyplinowanej postawy? Ponieważ świadkowie Jehowy są neutralni w sprawach politycznych i nie biorą w nich żadnego udziału, oskarżono ich o przeciwstawianie się rządowi.

WYBORY PREZYDENCKIE

Prezydentem Republiki Związkowej Kamerunu był muzułmanin El Hadj Ahmadou Ahidjo (czytaj: El Hadż Ahmadu Ahidżo). W dniu 28 marca 1970 roku został on po raz trzeci z kolei wybrany na okres pięciu lat, uzyskawszy w wyborach powszechnych 97,65 procent głosów. W komentarzach prasowych jednomyślnie stwierdzono, że wybory zakończyły się dla niego wielkim sukcesem, przy czym wyborcom zapewniono „całkowitą swobodę głosowania zgodnie ze swym sumieniem”.

Ale czy w Kamerunie naprawdę panowała wolność? Nie było jej dla wszystkich. Niektórzy członkowie rządzącej partii C.N.U. (Unia Narodowa Kamerunu), wywierali wielki nacisk na świadków Jehowy. Nieangażowanie się świadków Jehowy do spraw politycznych oburzało co gorliwszych partyjników, którzy tych chrześcijan uczynili sobie głównym celem ataków w kampanii przedwyborczej.

Na przykład w dniu 20 marca w przemówieniu publicznym na „La Place de l’Independance” (Placu Niepodległości) w mieście Akonolinga gwałtownie zaatakował świadków niejaki Andre Fouda, zasłużony członek zgromadzenia ustawodawczego i zdeklarowany przeciwnik świadków Jehowy. Pewien świadek, który słyszał całe przemówienie, przytacza następującą wypowiedź pana Foudy: „Jeżeli są w Akonolinga jacyś członkowie plemienia Maka (dawni ludożercy), to wolno im rzucić się na świadków Jehowy”.

NACISK WYWIERANY NA ŚWIADKÓW JEHOWY

Świadkowie Jehowy poddani zostali różnym formom nacisku, zmierzającym do ukształtowania ich postawy na czas wyborów. Następujące doniesienie pochodzi od świadka w Akonolinga:

„Miejscowy prefekt, pan Louis Mandeng, zarządził, aby w dniu wyborów, 28 marca, wszyscy świadkowie Jehowy o godzinie 7 rano zgłosili się w jego biurze. Świadkowie zastosowali się do tego. Dźwięk syreny alarmowej obwieścił otwarcie lokali wyborczych. Pan Mandeng zabrał świadkom Jehowy dowody osobiste, wsiadł do samochodu i dał znać, żeby wszyscy udali się za nim do lokalu wyborczego, oddalonego stamtąd o jakieś 100 metrów. Kiedy się okazało, że prefektowi chodziło o zmuszenie świadków Jehowy do udziału w głosowaniu, przestali iść za samochodem i rozeszli się do swoich domów”.

Tego samego wieczora i w dniu następnym aresztowano sporo świadków Jehowy. Kaznodzieja przewodniczący miejscowemu zborowi donosi: „O godzinie dziewiątej wieczorem aresztował mnie dowódca drużyny i już tej nocy musiałem spać nago w celi na posadzce cementowej”. Kaznodzieję tego przetrzymywano w areszcie aż do 22 kwietnia.

Inny świadek Jehowy z Akonolinga pisze: „W dniu 23 marca pan Nicolas Voundi, deputowany z okręgu Nyoung i Mfoumou, przybył w mojej obecności do prefekta i powiedział mu, że zakazał memu pracodawcy dalszego zatrudniania w swym warsztacie mnie oraz innego świadka. Dnia 25 marca, gdy pan Mandeng powrócił z Jaunde, zarządził, abyśmy obaj codziennie meldowali się w jego biurze rano i po południu.

„‚Sprawa jest poważna’ — powiedział. ‚Muszę mieć gotową odpowiedź najpóźniej do jutra. Będziecie, czy nie będziecie głosować? Pytam was: pójdziecie do głosowania, czy nie?’

„Uderzał prawą pięścią w stół. Pytał czterokrotnie, czy będę głosował. Milczałem. Wtedy zadzwonił na żandarmerię, żeby przyszli nas zabrać. Od 17 do 28 marca prefekt nakłaniał nas do głosowania. Ale skoro tylko wybory w dniu 28 marca o godzinie 18 zostały zakończone, przestano nam zarzucać odmowę udziału w głosowaniu. Prefekt zaczął nas wtedy oskarżać o publiczne występowanie przeciw wyborom, to znaczy o ‚nawoływanie do powstrzymania się od głosowania’. Noc tę spędziłem wraz z jedenastoma innymi świadkami Jehowy w celi długiej na 2,5 metra, szerokiej na 2 i wysokiej na 3 metry, z 16 otworkami umożliwiającymi dostęp powietrza”.

ROZKIEŁZNANA BRUTALNOŚĆ

Podróżujący przedstawiciel świadków Jehowy następującymi słowami opisał swoje przeżycia: „Dnia 26 marca o wpół do dziesiątej wieczorem usłyszałem głośne pukanie do drzwi. Na moje pytanie, kto tam, padła odpowiedź: ‚Dowódca drużyny, Onguene’. Otworzyłem drzwi, a wchodzący zapytał mnie: ‚Co pan tutaj robi? Proszę mi pokazać dowód osobisty’. Wszystkie moje dokumenty były w porządku. ‚A gdzie pańska karta wyborcza?’ ‚Nie posiadam takiej’. ‚Dlaczego?’ ‚Ponieważ nikt mi jeszcze jej nie dał’.

„Musiałem udać się z nim na posterunek żandarmerii, gdzie kazał mi zdjąć ubranie aż do spodenek. W celi, w której spędziłem noc, znajdowało się już ośmiu świadków Jehowy ze zboru w Akom. Nazajutrz rano zostałem wraz z jeszcze jednym świadkiem wyznaczony do umycia samochodu dowódcy, podczas gdy innym kazano robić ogrodzenie zabezpieczające jego plantację orzeszków ziemnych.

„W dniu 27 marca o godzinie wpół do jedenastej w nocy ten sam dowódca obudził mnie i rzekł: ‚Powiedzcie, czy będziecie jutro głosować, bo wszystkich, którzy nie pójdą do urn, czeka surowa kara’. Nie odpowiedziałem i ponownie zamknięto mnie w tej samej celi. Zebrawszy wszystkich podkomendnych żandarmów, dowódca zaczął obchodzić mieszkania świadków Jehowy; w sumie zaaresztowano ich czterdziestu pięciu.

„28 marca, w dniu wyborów, świadkowie Jehowy śpiewali w swojej celi. Kiedy dowódca Onguene usłyszał, że śpiewamy w celi na posterunku żandarmerii, sprowadził wszystkich swych żandarmów oraz najpodlejszego żołnierza, jakiego w życiu widziałem, noszącego przezwisko ‚Łamignata’. Na rozkaz dowódcy ten właśnie żołnierz zaczął nas wszystkich bić bezlitośnie. Ubrani byliśmy jedynie w spodenki. Dostałem cios w kark i upadłszy na ziemię leżałem przez kilka chwil nieprzytomny. Rozbudziły mnie dalsze bez przerwy po sobie następujące uderzenia. Plecy każdego z nas noszą widoczne ślady uderzeń pałką.

„Po takim zbiciu i poranieniu nie zezwolono nam na udanie się do szpitala po opatrunek. Przez osiem dni nie dawano nam nawet wody do umycia. Dwa dni nie dostaliśmy nic do jedzenia. Po tym wszystkim kazano nam przecinać trawniki i pracować przy oczyszczaniu miasteczka. Minęło trzy i pół tygodnia, a wtedy załadowano nas na ciężarówkę i odwieziono do prefekta okręgu Dja i Lobo. W drodze przemoczył nas rzęsisty deszcz i zrobiło się bardzo zimno. Jedna ze znajdujących się wśród nas sióstr chrześcijańskich była w ósmym miesiącu ciąży. W niedzielę, 19 kwietnia, prefekt przywołał nas do swej sali konferencyjnej, a potem puścił na wolność”.

Najgorsze wypadki brutalnego traktowania świadków Jehowy zdarzyły się w mieście Sangmelima, gdzie w końcu znalazło się zatrzymanych i uwięzionych dziewięćdziesięciu dwóch świadków. Jeden z aresztowanych donosi: Było to dokładnie 23 marca, na pięć dni przed wyborami prezydenckimi wyznaczonymi na 28 marca, gdy dwóch świadków Jehowy ze zboru w Messock przyprowadzono do B.M.M. (Zmotoryzowana brygada mieszana, formacja policji kameruńskiej będąca w najgorszej sławie) w Sangmelima; oskarżano ich o zorganizowanie zgromadzenia w celu ‚nawoływania do powstrzymania się od głosowania’. Jeden ze świadków Jehowy został z powodu podeszłego wieku zwolniony, natomiast pioniera specjalnego F. zatrzymano w B.M.M.

„Następnego dnia po wyborach zorganizowano bestialską kampanię aresztowania wszystkich świadków Jehowy. Każdego dnia wysyłano do B.M.M. spisy podejrzanych, na skutek czego pięć cel kwatery B.M.M. w Sangmelima wypełniło się wkrótce zarówno mężczyznami, jak i niewiastami będącymi świadkami Jehowy.

„W miejscowości Djoum niektórych skatowanych do krwi świadków Jehowy wleczono nago po betonowej posadzce. Przez osiem dni byli zmuszeni załatwiać swe przyrodzone potrzeby w celach pozbawionych podstawowych urządzeń sanitarnych, zanim w końcu załadowano ich na samochód ciężarowy i przewieziono do Sangmelima. Przetransportowano w ten sposób ponad czterdziestu pięciu świadków, niejednych z małymi dziećmi. Byli wśród nich również starcy z trudnością poruszający się o własnych siłach; znajdowali się w tak opłakanym stanie, że wywarło to wrażenie nawet na władzach prefektury i kilka osób następnego dnia zwolniono. Wspomniani świadkowie zastali już w więzieniu przeszło osiemdziesięciu chrześcijańskich braci i sióstr z Sangmelima, Bengbis i Zoetele.

„Pięć cel komendy B.M.M. w Sangmelima ledwo mogło pomieścić świadków Jehowy przesłuchiwanych co jakiś czas aż do 21 kwietnia. Tego dnia wszystkich przyprowadzono do dużej sali konferencyjnej w prefekturze celem wysłuchania przemówienia prefekta, pana Biscene. Ostrzegał on nas, byśmy wszyscy wzięli udział w wyborach dnia 7 czerwca, gdyż w przeciwnym razie znowu zostaniemy aresztowani”.

Pełnoczasowy kaznodzieja specjalny świadków Jehowy donosi, co się wydarzyło wkrótce po wyborach w Bertoua, gdzie zatrzymano ponad trzydziestu świadków: „Przez cały czwartek, 2 kwietnia, zabierano poszczególnych z nas kolejno na policję celem przesłuchania. Wczesnym rankiem rozpoczął śledztwo dowódca drużyny. Uświadomiwszy sobie, że nie potrafi narzucić swoich poglądów pierwszym z naszych chrześcijańskich braci, wezwał na pomoc zastępcę dowódcy kampanii stacjonującej w Bertoua. Człowiek ten zachowywał się jak istna bestia i rozkazał pewnemu żandarmowi, żeby w czasie przesłuchiwania okrutnie bił świadków. Najbardziej poszkodowany został młody, dziewiętnastoletni (a więc nawet jeszcze nie mający prawa głosu) świadek Jehowy z Belabo i drugi świadek z Diang. Wszystkie pytania zmierzały do tego, by nas skłonić do oskarżenia Towarzystwa lub któregoś z jego przedstawicieli o zachęcanie nas do powstrzymania się od udziału w wyborach.

„Po całym dniu takiego maltretowania zamknięto nas w celi, gdzie z rozkazu owego porucznika mieliśmy spędzić bez jedzenia oraz wody dwa dni i dwie noce. Dwaj wspomniani przeze mnie młodzi bracia tak bardzo cierpieli w nocy, że nie mogli ruszyć ręką ani nogą.

„W niedzielę, 5 kwietnia, zwolniono wszystkich świadków Jehowy z aresztu w Bertoua. Przez trzynaście dni, które spędziliśmy na żandarmerii, nie otrzymaliśmy żadnego pożywienia, wyjąwszy dwa skromne posiłki, na jakie zezwolił kapitan. Radujemy się z tego, że wszyscy są zdecydowani wytrwać”.

CO JESZCZE POPRZEDZIŁO WYDANIE ZAKAZU

Po wyborach z zastosowaniem tak okrutnych metod wywierania nacisku świadkowie Jehowy podjęli wiele wysiłków, by rozmówić się z przedstawicielami władz i wyjaśnić swe biblijne stanowisko. Wszystkie te starania jednak okazały się bezskuteczne.

Wobec powagi sytuacji, w dniu 13 kwietnia trzej czołowi reprezentanci legalnie działającego przedstawicielstwa świadków Jehowy w mieście Duala napisali bezpośrednio do prezydenta El Hadj Ahmadou Ahidjo, uprzejmie prosząc, by ze swego wysokiego urzędu powstrzymał prześladowanie świadków Jehowy. Zaproponowano wysłanie do Jaunde, stolicy kraju, delegacji, która by się spotkała z prezydentem w celu przedstawienia swej sprawy i złożenia wyjaśnień co do prowadzonej działalności i jej celów.

Ku wielkiej radości świadków Jehowy do dnia 21 kwietnia zwolniono większość zatrzymanych chrześcijan. Jednakże kilka dni później przeprowadzono nowe aresztowania, chociaż nie objęły one tak wielkiej liczby osób. Niepewny spokój panował do 13 maja.

Wówczas to jak grom z jasnego nieba całym krajem wstrząsnęła wiadomość, że działalność świadków Jehowy została w Kamerunie całkowicie zakazana. Nazajutrz po tym komunikacie radiowym policja przybyła do nowo zbudowanego gmachu oddziału Towarzystwa Strażnica w Duali. Opieczętowano pomieszczenia biurowe, magazyn literatury i salę zebrań świadków Jehowy.

W piątek, 15 maja, nadzorca oddziału wczesnym rankiem opuścił Dualę, udając się do Jaunde, aby złożyć prezydentowi pisemną apelację i ubiegać się o audiencję. Przedstawiciel biura oddziału nie wiedział oczywiście, że w tym czasie szef służby bezpieczeństwa wewnętrznego podpisał już rozkaz opuszczenia kraju przez wszystkich misjonarzy świadków Jehowy do dnia 20 maja. Powróciwszy do Duali w sobotę 16 maja przekonał się, że budynku oddziału pilnują dwaj uzbrojeni policjanci. Wobec wszystkich członków personelu zastosowano areszt domowy, który trwał do niedzieli rana, to jest do 17 maja. Nikomu nie wolno było wyjść ani wejść do budynku. Na ogół jednak policja odnosiła się do misjonarzy uprzejmie i z szacunkiem.

Przez cały ten czas świadkowie Jehowy nie mieli żadnej wiadomości co do losu swoich listów skierowanych do władz. Chrześcijanie ci nie otrzymali żadnej odpowiedzi. Wszystko odbywało się w tajemnicy i przedstawicielom świadków Jehowy nie dano sposobności do wystąpienia w swej obronie.

W dniu 20 maja sześciu misjonarzy, w tym pięciu Kanadyjczyków i jeden Nigeryjczyk, zostało wydalonych z kraju. Biuro oddziału otrzymało do tego czasu wiadomość o dokonaniu 335 aresztowań wśród świadków Jehowy.

WYBORY DO PARLAMENTU I DALSZE OKRUCIEŃSTWA

Aresztowania i maltretowanie nie ograniczyły się do wyborów prezydenckich z dnia 28 marca. Dalszą okazją do napastowania świadków Jehowy stały się wybory do ciała ustawodawczego, wyznaczone na dzień 7 czerwca. Na nowo uwięziono wtedy sporą ich liczbę. Pewien świadek Jehowy donosi z Manjo:

„W sobotę, 6 czerwca, zastępca prefekta, pan Moussa Mbello, dał hasło do rozpoczęcia akcji aresztowań. Jeden świadek Jehowy został schwytany już właśnie w przeddzień wyborów. Przyprowadzono do siedziby żandarmerii i brutalnie traktowano nawet siedemdziesięciopięcioletnie staruszki. Niektóre z nich były chore i nie wiadomo, czy to przeżyją.

„Zadziwiający jest fakt, że zastępca prefekta chodził od domu do domu, przeszukując nawet pola uprawne, aby zaaresztować świadków Jehowy. Poszukiwania te przeprowadzano dniem i nocą. W akcji prym wiedli: zastępca prefekta, Moussa Mbello i przewodniczący miejscowej komórki C.N.U., Pascal Wansi”.

W miejscowości Namba bezpośrednio po wyborach parlamentarnych w dniu 7 czerwca pewna niewiasta będąca świadkiem Jehowy została tak dotkliwie pobita, że pięciokrotnie traciła przytomność. Inna zemdlała trzykrotnie. Jednemu mężczyźnie wymierzono najpierw dwadzieścia, a potem aż sto razów u wejścia do Sali Królestwa. Później bito go po raz trzeci.

W wielu innych miastach i wsiach świadkom Jehowy niekiedy grożono, a niekiedy bito ich i pozbawiono wolności. Ten sam system prześladowania powtarzał się w Abong Mbang, Ayos Belabo, Diang, Bengbis, Bipindi, Dizangue, Kobdombo, Minta, Ndoum, Songmbengue, Zoetele i niezliczonych dalszych miejscowościach kraju. W ciągu kilku tygodni przed wspomnianymi podwójnymi wyborami i po nich zanotowano ponad czterysta aresztowań.

Dlaczego tak haniebnie potraktowano świadków Jehowy?

DLACZEGO WYDANO ZAKAZ?

Trzy tygodnie po wyborach do parlamentu prezydent Ahidjo dokonywał otwarcia nowej siedziby partii w mieście Duala. Nawiązując do zakazu nałożonego na świadków Jehowy, oświadczył:

„Uzasadnia go okoliczność, że ta sekta pod pokrywką działalności religijnej prowadziła robotę wywrotową, kierowaną zza granicy, i zamierzała poprzez zorganizowaną kampanię oszczerstw i potwarzy podkopać ustrój dobrowolnie przyjęty przez lud kameruński. Istnienie takiego ruchu jest niedopuszczalne w kraju, który u zarania swej niepodległości tyle przecierpiał zamieszek”. — „La Presse du Cameroun” z 26 czerwca roku 1970.

A ile prawdy jest w tych oskarżeniach? Świadkowie Jehowy są na całym świecie znani ze swej absolutnej neutralności względem polityki. Są również znani jako szczerzy, uczciwi i praworządni obywatele. Przyjrzyjmy się na przykład ich działalności w samym Kamerunie.

Od wielu lat świadkowie Jehowy zanoszą dobrą nowinę o niebiańskim Królestwie Bożym gościnnym mieszkańcom Kamerunu. W roku 1962 społeczność ich została tam prawnie uznana, a w Duali otwarto biuro oddziału, które miało się zajmować potrzebami tej żywotnej społeczności. Podczas ośmiu następnych lat dobra nowina o Królestwie dotarła prawie do każdego miasteczka i osiedla w kraju, a udział w tej pracy brało ponad 12 000 świadków Jehowy. Ludność całego kraju miała możliwość zaobserwowania, że świadkom tym zależy na ogłaszaniu Królestwa Bożego, natomiast nie wtrącają się do spraw politycznych, a zatem też nie mogą być wywrotowcami.

Kto w takim razie ponosi odpowiedzialność za to, że w Kamerunie wolność religijna została zniesiona? Spore brzemię odpowiedzialności z pewnością obciąża prezydenta kraju, jak również inne osobistości oficjalne. Jednakże winni są nie tylko politycy. Jak zachowało się duchowieństwo innych religii w Kamerunie? Co byś o tym pomyślał, czytelniku, przeczytawszy w piśmie La Presse z 15 maja roku 1970 komentarz pod tytułem: „Dlaczego wydano ten zakaz?” Autor zaznaczył w nim: „Rzecz jasna, iż ten wdzierający się do nas prozelityzm [świadków Jehowy] nie podoba się wielu ludziom, a już najmniej innym religiom chrześcijańskim, których parafianie z winy ‚świadków Jehowy’ schodzą na manowce”.

A co na to prawo obowiązujące w Kamerunie?

PRAWODAWSTWO KAMERUNU

Ustawy oficjalne ogłoszone w Kamerunie nie wymagają aktywnego udziału w wyborach, chociaż żądano tego od świadków Jehowy. Ordynacja wyborcza w artykule 69 LF zabrania natomiast nakłaniania kogokolwiek „do powstrzymania się od głosowania”. A kiedy świadkowie Jehowy nie poszli do urn, częstokroć obwiniano ich właśnie o „nawoływanie do powstrzymania się od głosowania”. Ale żadnego świadka Jehowy nie oskarżono formalnie z tego artykułu. W gruncie rzeczy nie wytoczono im żadnej sprawy przed sądem ani przed wyborami, ani wkrótce po nich.

Świadkowie Jehowy nie rozgłaszają żadnych wieści politycznych, lecz głoszą Słowo Boże, Pismo święte, a zajmują się tym w Kamerunie już ponad dwadzieścia pięć lat. Nie chodzili od drzwi do drzwi, aby w okresie wyborów namawiać ludzi do powstrzymania się od głosowania; nie prowadzili też żadnej innej tego typu działalności. Nie brali udziału w protestacyjnych demonstracjach przeciwko którejkolwiek partii politycznej lub określonemu kandydatowi. Nie wypowiadali się ani za, ani przeciw żadnemu działaczowi kandydującemu w wyborach. Nie zajmują się takimi sprawami ani w Kamerunie, ani gdzie indziej.

Dlaczego więc sami świadkowie Jehowy nie oddali głosu w wyborach? Ponieważ za jedyną nadzieję dla ludzkości uważają Królestwo Boże pod władzą Chrystusa. A przecież Jezus Chrystus powiedział do swego niebiańskiego Ojca, że jego naśladowcy „nie są częścią świata, jak i ja nie jestem częścią świata” (Jana 17:14, NW; Jak. 4:4). Świadkowie Jehowy usilnie starają się iść za przykładem Jezusa i za jego radą, by nie być częścią składową tego świata. Zaskarbienie sobie uznania Boga i Jezusa Chrystusa jest dla nich rzeczą najważniejszą. Chociaż jednak sami świadkowie Jehowy reprezentują takie poglądy, to zarazem uważają, że postępowaliby niesłusznie, gdyby powstrzymywali kogokolwiek innego od głosowania albo mu utrudniali oddanie głosu. Świadkowie Jehowy przyznają otwarcie, że każdy inny może swobodnie głosować, jeśli sobie tego życzy.

Postawa świadków Jehowy w niczym nie narusza postanowień konstytucji kameruńskiej. Pięknie zredagowana Konstytucja Kamerunu w artykule pierwszym stwierdza:

„Republika Związkowa Kamerunu jest państwem demokratycznym, świeckim i przestrzegającym sprawiedliwości społecznej. Zapewnia wszystkim obywatelom równość wobec prawa. Opowiada się za przestrzeganiem podstawowych swobód wyłożonych w Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka i w Karcie Narodów Zjednoczonych”.

Wyraźnie stąd widać, że w Kamerunie prawo było pomyślane jako ochrona dla wszystkich obywateli. Prawo niedwuznacznie gwarantuje wolność religii i wolność stowarzyszania ludzi. A jednak w rzeczywistości swoboda wielbienia Boga została w Kamerunie zniesiona!

ŚWIADKOWIE JEHOWY NIE SĄ NIEBEZPIECZNI DLA RZĄDÓW

Żaden rząd nie potrzebuje się obawiać świadków Jehowy. Neutralna ich postawa wobec zagadnień politycznych Kamerunu nie oznacza, jakoby byli agentami jakiegoś innego rządu ludzkiego. Świadkowie Jehowy powstrzymują się od udziału w sprawach politycznych we wszystkich krajach świata, czy to w Ameryce, Europie, Afryce, czy gdziekolwiek indziej. Nie można więc przypisywać im ‚roboty wywrotowej, kierowanej zza granicy’.

Były już takie rządy, które pod wpływem wrogo usposobionych żywiołów zakazały działalności świadków Jehowy, później jednak uznały ten krok za niesłuszny i przywróciły im prawo do legalnego istnienia. Na przykład w roku 1941 wydano zakaz przeciw świadkom Jehowy w Australii. Sprawę tę rozpatrywał później sędzia Starke z tamtejszego Sądu Najwyższego. Po zapoznaniu się z przedłożonymi dowodami zadecydował, że sprawę należy rozstrzygnąć w pełnym składzie sędziowskim. Rozważywszy wszystkie związane z nią kwestie, Sąd Najwyższy orzekł w dniu 14 czerwca roku 1943, że świadkowie Jehowy nie brali udziału w żadnym przedsięwzięciu wywrotowym i stąd nie stanowią niebezpieczeństwa dla państwa.a W postanowieniu o zniesieniu zakazu działalności świadków Jehowy sędzia Williams w imieniu całego trybunału zaznaczył, że świadkowie ci bronią „absolutnie czystych zasad i nauk”, oraz dodał:

„Ponieważ religia świadków Jehowy jest religią chrześcijańską, więc orzeczenie, iż to stowarzyszenie jest ugrupowaniem nielegalnym, pozbawiłoby zarazem cech legalności wszelką obronę zasad i nauk religii chrześcijańskiej i pozwalałoby traktować jako nielegalne zgromadzenie każde nabożeństwo ludzi wierzących w narodzenie Chrystusa”.

Do tego też w gruncie rzeczy sprowadza się zakaz działalności świadków Jehowy w Kamerunie.

Ponadto świadkowie Jehowy nie wikłali się w żadną „kampanię oszczerstw” pod adresem rządu, jak to głosiły wysuwane przeciw nim oskarżenia. Faktem jest, że ich najbardziej rozpowszechniony podręcznik biblijny, którego nakład już wówczas, w ubiegłym roku, przekroczył wysokość 30 milionów egzemplarzy w 60 językach, specjalnie dobitnie podkreśla, iż postępowanie takie byłoby niesłuszne. Książka ta, zatytułowana Prawda, która prowadzi do życia wiecznego, powiada na stronie 187 o rządach ludzkich: „Jeśli Bóg pozwala im panować, to dlaczego chrześcijanin miałby temu przeciwdziałać? (...) Godzi się okazywać rządowi należny szacunek”. Skoro tak nauczają świadkowie Jehowy, z pewnością działalność ich nie jest sprzeczna z interesami żadnego rządu.

Fakty wykazują więc, że zakaz wydany przeciw świadkom Jehowy w Kamerunie i argumenty przytaczane na jego uzasadnienie są bezpodstawne.

STRATA DLA KAMERUNU

Zakaz działalności świadków Jehowy w Kamerunie nie przynosi żadnych korzyści ani ludności, ani władzom tego kraju. Pociąga raczej za sobą poważne straty dla Kamerunu. Przede wszystkim zniesienie wolności religijnej przynosi temu państwu wielką ujmę, podważając jego dobrą opinię na całym świecie.

Tracą też na godności przywódcy polityczni, którzy okrucieństwem i brutalnością chcą zmusić chrześcijan do pogwałcenia sumienia wyszkolonego przez Biblię.

Wielkie znaczenie dla obywateli ma utrata pociechy duchowej i szkoda poniesiona w dziedzinie wychowania, ponieważ świadkowie Jehowy właśnie tym się zajmowali, organizując między innymi nauczanie Kameruńczyków sztuki czytania i pisania.

Obłożenie świadków Jehowy zakazem pozbawiło uczciwych ludzi w Kamerunie sposobności prowadzenia owocnych dyskusji biblijnych. Niejaki J. P. Bayemi wspomina o tej stracie w piśmie L’Effort Camerounais z 14 czerwca roku 1970:

„Wypada nam przyznać, że na ich korzyść przemawia przynajmniej to, iż potrafili na swój sposób skutecznie przełamać utarte wzorce tematów, dotyczących wyłącznie pieniędzy, kobiet, mężczyzn czy napojów, jakie utrwaliły się w rozmowach prowadzonych po domach, wśród sąsiadów, w miejscach publicznych i w podróży, zanim pojawili się świadkowie Jehowy. Tak jest, był przecież czas, gdy niezmiernie rzadko można było usłyszeć chrześcijan omawiających jakiś temat biblijny”.

Nic nie może lepiej podnieść moralności narodu, niż zasady Słowa Bożego, Biblii. Świadkowie Jehowy wkładają wiele wysiłków w moralny i duchowy rozwój wszystkich tych, którzy pragną osiągnąć większą znajomość Pisma świętego. Jakaż to strata dla Kamerunu, że teraz świadkowie Jehowy nie mogą swobodnie nauczać tych wysokich mierników moralnych!

Co osobiście sądzisz o tak okrutnym traktowaniu pokojowo usposobionych chrześcijan? Działalność kaznodziejska została im zakazana. Nie zezwala się im nawet na prywatne rozmowy na tematy biblijne. Pozbawiono ich cennych, powszechnie uznawanych praw ludzkich. Rozsiani po całym świecie świadkowie Jehowy i inni zwolennicy wolności religijnej nie pogodzili się milcząco z tego rodzaju samowolną akcją.

Oburzenie na postępowanie władz w Kamerunie, wymierzone przeciw spokojnym chrześcijanom, wyrażali w listach protestacyjnych kierowanych na ręce najbliższego ambasadora Kamerunu albo do wysokich funkcjonariuszy rządu kameruńskiego, takich jak: Prezydent Republiki Związkowej Kamerunu, El Hadj Ahmadou Ahidjo, urzędujący w Pałacu Prezydenckim w Jaunde, stolicy Kamerunu; Wiceprezydent, Salomon Tandeng Muna; Minister Stanu do spraw Administracji Terenowej, Enoch Kwayeb; Minister Sprawiedliwości, Felix Sabal Lecco; Minister Spraw Zagranicznych, Raymond Ntheppe; Minister Informacji, Vroumsia Tchinaye, i inni.

Dawali w nich wyraz rozczarowaniu wywołanemu tak samowolnymi poczynaniami. Wyjaśniali, że świadkowie Jehowy nigdzie nie wtrącają się do spraw politycznych i że wysuwane przeciw nim oskarżenia są bezpodstawne. Apelowali o poszanowanie godności ludzkiej i wolności religijnej, zagwarantowanej Konstytucją Kamerunu. Powoływali się na względy, jakie powinny mieć osobistości urzędowe dla dobrego imienia ich kraju i całej Afryki. Czyż nie należało bowiem prezydentowi Kamerunu i jego wysokim funkcjonariuszom pomóc w uświadomieniu sobie, że cały świat widzi, jak się u nich okrutnie maltretuje niewinnych chrześcijan? Czy ludzie ci nie powinni zdawać sobie sprawy z tego, że przedstawiciele władzy w Kamerunie takim traktowaniem pokojowo usposobionych chrześcijan nie zdobywają sobie popularności ani wśród własnych obywateli, ani wśród miłujących prawość ludzi z innych stron świata?

Oby te pisemne apele przyczyniły się do przywrócenia wolności religijnej w Kamerunie.

[Przypis]

a „Adelaide Company of Jehovah’s Witnesses, Inc., versus The Commonwealth” (Grupa świadków Jehowy w Adelajdzie przeciw Rzeczypospolitej), 1943, 67 C. L. R. 116, 124.

    Publikacje w języku polskim (1960-2026)
    Wyloguj
    Zaloguj
    • polski
    • Udostępnij
    • Ustawienia
    • Copyright © 2025 Watch Tower Bible and Tract Society of Pennsylvania
    • Warunki użytkowania
    • Polityka prywatności
    • Ustawienia prywatności
    • JW.ORG
    • Zaloguj
    Udostępnij